Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, maja 04, 2019

niedziela, kwietnia 14, 2019

CHILDREN OF BLOOD AND BONE // TOMI ADEYEMI

CHILDREN OF BLOOD AND BONE // TOMI ADEYEMI

sobota, stycznia 05, 2019

NOWOŚCI WYDAWNICZE 2019

NOWOŚCI WYDAWNICZE 2019

Jako, że mamy początek roku, postanowiłam zrobić listę nowości wydawniczych. Lista ta podzielona będzie na dwie części. Jedna z nich przedstawiać będzie nowości wydawnicze, które wyjdą na rynek zagraniczny, a druga przedstawiać będzie nowości, które w tym roku pojawią się w Polsce. 
Chciałabym zaznaczyć, że nie są to wszystkie książki - ba, moja lista jest na to zdecydowanie za krótka! Jest to zestawienie książek, które mnie najbardziej zainteresowały. 

Styczeń:
W styczniu wychodzą cztery książki, którymi potencjalnie mogłabym być zainteresowana. I tak:

8.01 w Stanach wychodzi "The Winter of the Witch" Katherine Arden, autorki "Niedźwiedzia i słowika", który w Polsce ukazał się w zeszłym roku. Ja "The Bear and the Nightingale" czytałam i książka kompletnie mnie oczarowała! Niestety jeszcze nie miałam okazji zabrać się za drugą książkę, dlatego też premiera ta mnie nie ekscytuje. 

8.01 również tego samego dnia w USA premierę swoją ma "The Kingdom of Copper" S. A. Chalraborty, czyli drugi tom "The city of brass". Również tutaj nie miałam okazji przeczytać pierwszej części. Myślę, że najwyższy czas to nadrobić! 

23.01 Nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia wychodzi w Polsce "Sól morza" Ruty Sepetys. Jest to powieść historyczna, która opowiada historię czterech ludzi, którzy uciekają przed wojną, a ich losy splatają się na wodach morza. 
Powieść ta od dłuższego czasu znajduje się na mojej liście "do przeczytania" jednak jakoś zawsze wyskoczyło coś, co było "ważniejsze" do przeczytania. Bardzo się cieszę, że książka ta wychodzi w Polsce, ponieważ teraz nie będę miała wymówek, żeby jej nie przeczytać ;) 

30.01 również w Polsce wychodzi powieść Imogena Hermera Gowara "Syrena i Pani Hancock". Na temat tej powieści słyszałam wiele pozytywnych recenzji. Jest to powieść historyczna, której akcja toczy się w 1785 roku. Statek głównego bohatera, Jonaha Hancocka, został zatopiony. Jedyne co jego załoga była zdolna mu przenieść to tajemniczy stwór morski, który okazuje się być najprawdziwszą syreną! Pan Hancock szybko odkrywa, że może sobie zarobić na tym cudzie natury... 

Luty:

13. 02 "Becoming. Moja historia" Na książkę Michelle Obamy czaję się już od dłuższego czasu, niestety za granicą jest ona diabelsko droga! Bardzo mnie interesuje historia byłej pierwszej damy Stanów Zjednoczonych i z chęcią sięgnę po tę lekturę. 

13.02 "Szare śniegi Syberii" Ruty Sepetys, to kolejna powieść, którą bardzo chciałam przeczytać, a której nakład w Polsce się skończył. "Szare śniegi Syberii" to kolejna powieść historyczna tej autorki, której akcja toczy się w czasie II WŚ. 

26.02 w końcu dotarliśmy do jednej z dwóch pozycji na tej liście, których publikacji się doczekać nie mogę! Pierwszą z nich jest "The priory of the orange tree" Samanthy Shannon. Jestem wielką fanką tej autorki oraz jej serii "Czas żniw" dlatego wieść o tym, że wypuszcza ona nową książkę o smokach, była spełnieniem moich najskrytszych marzeń! 

27.02 również w Polsce w lutym ukaże się młodzieżowy thriller/sci-fi/fantasy "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" autorstwa Stuarta Turtona. Jest to powieść, którą przez jakiś czas również byłam zainteresowana. Z początku wszyscy zachwycali się geniuszem tej historii, jednak z czasem do internetu zaczęły napływać negatywne recenzje, co sprawiło, że przeczytanie tej książki odłożyłam na bok. 
Powieść jest według mnie mieszanką fantastyki z science fiction. Główny bohater Aiden Bishop musi rozwikłać zagadkę śmierci Evelyn Hardcastle. W tym celu powtarza on cały czas ten sam dzień, jednak za każdym razem budzi się on w innym ciele. Ma on osiem dni na dowiedzenie się, kim jest morderca Evelyn. 

Po lutowych premierach następuje przerwa. Co prawda wychodzi wiele książek, jednak żadna nie interesuje mnie na tyle, żebym chciała po nią sięgnąć. Następne nowości wydawnicze, które skupiły moją uwagę swoją premierę mają dopiero w sierpniu. 

Sierpień: 

6.08 "The dragon republic" R. F. Kuang -  w zeszłym roku przeczytałam "The poppy war" tej autorki i bardzo mi się ona podobała. Podobało mi się to, w jaki sposób Kuang przedstawiła świat i że nie bała się drastycznie opisywać scen walk etc. Pod koniec główna bohaterka zaczęła mnie irytować, jednak i tak jestem ciekawa jak historia dalej się potoczy. 

Wrzesień:

3.09 we wrześniu wychodzi druga powieść, której premiery doczekać się nie mogę, a mianowicie "Darkdawn" Jaya Kristoffa. Jest to ostatni tom w trylogii "Nibynocy". Na tę książkę czekam od zeszłego roku, kiedy to miała mieć swoją oryginalną premierę, jednak poprzez natłok pracy, autor zmuszony został do jej przesunięcia. "Nevernight" to jedna z moich ulubionych serii fantastycznych dla młodzieży i nie mogę się doczekać, aż będę mogła ją wziąć w swoje ręce! 

I to już wszystko! 
Tak prezentuje się moje skromne zestawienie tegorocznych nowości czytelniczych. Są jakieś książki, na których premierę Wy nie możecie się doczekać?

niedziela, grudnia 16, 2018

BEST OF 2018, CZYLI ZESTAWIENIE NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK 2018 ROKU.

BEST OF 2018, CZYLI ZESTAWIENIE NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK 2018 ROKU.

Układając listę najlepszych książek tego roku, zdałam sobie sprawę, że o ile ten czytelnicz rok nie był kompletną katastrofą, to niestety, nie przeczytałam aż tylu książek, które byłyby warte zapamiętania. Z 57 przecztanych książek udało mi się zebrać do kupy raptem 8, które moim zdaniem, warte są wspomnienia. Większa część tych książek jest też powieściami fantasy (kogo to dziwi, bo mnie nie) i tylko trzy z nich należą do innego gatunku. 

Z gatunku fantasy, który jest tegorocznym zwyciężcą zebrałam 5 najlepszych książek, które w tym roku przeczytałam. Wśród nich znajdują się: 

1. "The name of the wind" // Patrick Rothfuss - zdecydowanie najlepsza powieść fantasy, jaką w tym roku przeczytałam. Nie było w tej powieści niczego, co by mi się nie podobało. Styl pisania Rothfussa należy do jednych z najpiękniejszych jakie w życiu czytałam. Zdecydowanie muszę sięgnąć po drugi tom w przyszłym roku!

2. "Elantris" // Brandon Sanderson - w końcu odważyłam się sięgnąć po Sandersona i się nie zawiodłam! Jestem oczarowana magią "Elantris" i skoro jest to debiut autora, to nie mogę się doczekać aż sięgnę po jego nowsze powieści. Zdecydowanie mogę śmiało powiedzieć, że Brandon Sanderson zostanie moim nowym ulubionym autorem fantasy i to jego powieściom dedykuję następny rok. 

3. "The poppy war" // R. F. Kuang - zastanawiałam się, czy powinnam dodawać tę pozycję na listę najlepszych książek tego roku. Moim zdaniem, o ile książka ta była ciekawa i jak na debiut naprawdę dobra, to niestety nie była idealna. Podobało mi się to, jak drastyczna i "szorstka" ta powieść jest. Autorka zdecydowanie nie obijała w bawełnę i sceny walki opisywała ze staranną dokładnością. Jednak jakoś w ostatniej części powieści główna bohaterka zaczęła grać mi na nerwach. Jej obraz zmienił się o 180 stopni i z tego też powowdu nie mogłam obdarować "The poppy war" pięcioma gwiazdkami. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że książka ta jest dobra i zdecydowanie jedna z lepszych jakie w tym roku przeczytałam! 

4. "The muse of nightmers" // Laini Taylor - czyli magiczna konkluzja "Marzyciela". Tak samo jak w przypadku powieści R. F. Kuang tak i tutaj czegoś mi brakowało. Taylor przedstawiła świat Lazlo z innej perspektywy i dodała parę nowych bohaterów, co nie do końca mi odpowiadało. Nie mogłam w stu procentach wczuć się w powieść, a przez pierwsze 300 stron nic tak naprawdę się nie działo. Jednak znowu, biorąc pod uwagę książki jakie w tym roku przeczytałam "Muza koszmarów" zdecydowanie zalicza się do tych najlepszych. 

5. " Nigdziebądź" // Neil Gaiman -  na sam koniec postanowiłam dodać Gaimana do tej kolekcji. Jak już wiecie jestem wielką fanką twórczości tego pana i "Nigdziebądź" podobało mi się zdecydowanie najbardziej. Gaiman jest autorem, który zamiast skupiać się na rozwoju bohaterów, tworzy przepiękne magiczne światy. Tak też było i tym razem. Zestawienie dwóch Londynów i możliwość zajrzenia do obydwu z nich było niesamowitym przeżyciem. 

Następna kategoria/ kategorie to powieść historyczno - obyczajowa. Tutaj wymienić mogę: 

6. "Słowik" // Kristin Hannah - powieść, która zdecydowanie skradła moje serce w tym roku. Piękna historia o dwóch siostrach, które na swój własny sposób starają się nie tylko przeżyć wojnę, ale również coś do niej wnieść. Krisitn Hannah zdecydowanie wie, jak złapać człowieka za serce. Jedna z najpiękniejszych powieści historycznych nie tylko tego roku, ale wszechczasów!

7. "The seven husbands of Evelyn Hugo" // Taylor Jankins Reid - powieść, do której podchodziłam dość sceptycznie. Jeszcze nie tak dawno krążył wokół niej niesamowity hype, a ja będąc mną nie byłam pewna, czy książka jest faktycznie tak dobra. Jednak po dłuższym czasie skusiłam się i powiem szczerze, że owszem książka jest dobra, jednak nie aż tak jak wszyscy uważają. Powieść nie wzruszyła mnie do łez jak resztę społeczności booktube'a, a tajemnica, która została wyjawniona na końcu powieści była, według mnie, dość przewidująca. Jednak, czytając "The seven huusbands..." dziwnie nie potrafiłam odłożyć książki na bok. Czułam się zżyta z Evelyn i chciałam dowiedzieć się więcej o jej życiu. Z tego właśnie powodu książka trafiła na tą listę. Pomimo swoich wad, potrafiłam wczuć się w postać i z nią w pewien sposób połączyć. 

I na sam koniec zostawiłam klasykę, czyli:

8. "Zbrodnia i kara" // Fiodor Dostojewski - książka, na której wiedziałam, że się nie zawiodę. Uważam, że rosyjska literatura ma w sobie to coś, co pozwala nam przenieść się w czasie. Piękna historia o ty, że każdy nasz czyn ma konsekwencje, a wyrzuty sumienia, które temu towarzyszą mogą nas zabić od środka. 

Oto całe moje zestawienie. A jak prezentuje się Wasza lista najlepszych książek 2018 roku?

sobota, grudnia 08, 2018

#13 "DOBRY OMEN" - TERRY PRATCHETT / NEIL GAIMAN

#13 "DOBRY OMEN" - TERRY PRATCHETT / NEIL GAIMAN

Tytuł: Dobry Omen
Autorzy: Terry Pratchett / Neil Gaiman
Wydawnictwo: Prószyński i Ska
Ilość stron: 412
Ocena: 2/5

Neil Gaiman jest jednym z moich ulubionych autorów. Uważam, że jego proza jest wprost zniewalająca, a sposób w jaki potrafi on budować światy magiczny. Gdy dowiedziałam się, że na podstawie książki "Dobry Omen", która jest współtwórczym dziełem Terriego Pratchetta i Neila Gaimana wyjdzie w przyszłym roku serial, byłam zdeterminowana, żeby po pozycję sięgnąć. W końcu to Gaiman (częściowo), więc książka musi być dobra! Cóż, niestety nie do końca tak było... 

"Dobry Omen" to książka, która przedstawia proroctwa Agnes Nutter, która była jedyną wiarygodną wieszczką. Na podstawie tychże proroctw Agnes przepowiada koniec świata, który nastąpić ma w następną sobotę po kolacji. Siły Nieba i Piekła przygotowują się do wojny, a ich przedstawiciele - Crowley i Azirafal - starają się zapobiec temu wydarzeniu. Zadaniem tych dwóch jest nie tylko zatrzymanie Czterech Jeźdźców Apokalipsy, ale również, zabicie Antychrysta: 11-letniego Adama. 
***

Z żalem muszę stwierdzić, że jak na razie była to jak dotąd najgorsza przeze mnie przeczytana książka Gaimana. Na twórczości Pratchetta nie znam się w ogóle i trudno jest mi stwierdzić na ile pisana przez niego część miała wpływ na mój proces czytelniczy. 

Książka ta, według mnie, jest napisana dość chaotycznie. Fabuła, która po części jest oczywista, była również bardzo myląca. Autorzy wprowadzili wielu różnych bohaterów, którzy przedstawiali wydarzenia z równych perspektyw. Nie potrafiłam do końca wczuć się w powieść, ponieważ co chwilę zastanawiałam się, kim są ci bohaterowie i jaki mają wpływ na rozwój fabuły. Jeżeli jesteśmy przy omawianiu bohaterów, to niestety byli oni według mnie dość przeciętni. Nie zżyłam się z żadną postacią i nie obchodziły mnie ich losy. Ponownie, uważam, że autorzy wprowadzili ich za dużo. Być może był to celowy zabieg, który miał na celu wprowadzenie czytelnika w ten chaotyczny stan, który panuje tuż przed Apokalipsą. Niestety nie podziałało to na mnie...

Również akcja sama w sobie nie była zachęcająca. O ile w miarę podobała mi się pierwsza część powieści, o tyle miałam niesamowite problemy z jej dokończeniem. Była ona najzwyczajniej w świecie nudna! Walczyłam ze sobą, żeby nie przeskakiwać fragmentów książki, jednak było  to wręcz niemożliwe. Po czasie przyłapałam się na tym, że zaczęłam czytać same dialogi. Nie rozumiem dlaczego, ale książka kompletnie do mnie nie przemówiła i błagałam, żeby skończyła się jak najszybciej. 

Chociaż nie mam nic do zarzucenia stylowi pisania autorów, który był prosty i nieskomplikowany, po czasie zaczęły mnie irytować na siłę przesadzone humorystyczne dialogi. Autorzy starali się utrzymać tę powieść w lekkim, humorystycznym stylu, jednak ja po czasie byłam tym znużona. 

Jestem bardzo zawiedziona, że nie spodobała mi się ta powieść. Jednak jak wiadomo, nie wszystko każdemu musi się podobać i chociaż nie wierzyłam w to, że cokolwiek co wyszło spod pióra Neila Gaimana mogło być złe, jednak takie być mogło i "Dobry Omen" jest na to przykładem. 

niedziela, grudnia 02, 2018

DWA GAIMANY I SANDERSON, CZYLI PODSUMOWANIE LISTOPADA 2018

DWA GAIMANY I SANDERSON, CZYLI PODSUMOWANIE LISTOPADA 2018
Kolejny miesiąc za nami, oraz kolejne podsumowanie. W listopadzie udało mi się przeczytać cztery książki, co odbieram jako sukces, ponieważ byłam pewna, że po skończeniu Sandersona w pierwszym tygodniu miesiąca po nic już nie sięgnę. Na szczęście udało mi się coś tam jeszcze przeczytać.

Jak już wspomniałam na samym początku miesiąca przeczytałam moją pierwszą powieść Brandona Sandersona, "Elantris". Jeżeli jesteście ciekawi moich przemyśleń na temat tej pozycji, to odsyłam Was do pełnej recenzji, którą możecie znaleźć na blogu tutaj. W skrócie powiem, że zakochałam się po uszy w świecie stworzonym przez Sandersona. Jeżeli się nie mylę, to "Elantris" było debiutem pisarza, które dało początek całemu uniwersum Cosmere. I powiem Wam, że jak na debiut, książka była genialna. Ja, będąc ostatnio osobą bardzo krytyczną, nie miałam tej powieści nic do zarzucenia.

Następnie, po prawie dwutygodniowej przerwie zdecydowałam, że wezmę się za kolejną książkę. Ponieważ nie chciałam od razu wypływać na głębokie wody, to sięgnęłam po jeden ze zbiorów opowiadać Neila Gaimana "Dym i lustra". Jak to z opowiadaniami bywa, niektóre były lepsze, a niektóre gorsze. Parę z nich było aż tak dziwnych i, no cóż, odrażających, że nie czytałam ich do końca i przeskakiwałam do następnego opowiadania. Całościowo dałam tej książce 4 z 5 gwiazdek, ponieważ uważam, że (pomijając te opowiadania, które mi nie przypadły do gustu) książka ta była naprawdę dobra.

Powróciwszy do świata czytelników sięgnęłam zainspirowana Gaimanem po jego kolejną powieść. "Dobry Omen" to książka, którą autor napisał wspólnie z Terrym Pratchettem, i którą ja nie mogłam się doczekać aby przeczytać. Niestety, pomimo iż jestem fanką twórczości Neila Gaimana, to książka kompletnie nie przypadła mi do gustu. Linia fabularna była dość chaotyczna, a sami bohaterowie dość przeciętni. W połowie książki nie chciało mi się już jej czytać, ponieważ byłam zwyczajnie znudzona fabułą (lub też jej brakiem).

Na koniec skusiłam się na już tak dobrze wyreklamowaną przez społeczeństwo booktube'a powieść Katherine Arden "Niedźwiedź i słowik". Jej recenzję również znajdziecie na blogu. Powieść zaskoczyłam mnie w pozytywny sposób. Staram się nie sięgać po książki, które są zbyt "wyreklamowane" przez booktuberów, ponieważ uważam, że zazwyczaj ich opinie o takich pozycjach są zbyt wygórowane.Jednak, starając się nie mieć zbyt wysokich oczekiwać w stosunku do tej powieści, zdecydowałam się po nią sięgnąć. Jest to powieść dość odmienna od wszystkich jakie dotąd przeczytałam. Urzekł mnie świat stworzony przez Arden. Podobało mi się również to, że książka ta została oparta na rosyjskim folklorze, ale również, że autorka zwróciła uwagę, na panujący w tamtych czasach podział religijny. Z chęcią przeczytam kolejną część tej trylogii.

Tak oto prezentuje się mój miesiąc czytelniczy. Nie należy on do moich najlepszych, ale jestem szczęśliwa, że udało mi się znaleźć czas, żeby przeczytać chociaż tyle.
Jak wyglądał Wasz listopad? Co ciekawego Wy czytaliście? 

sobota, listopada 24, 2018

#12 "NIEDŹWIEDŹ I SŁOWIK" // KATHERINE ARDEN

#12 "NIEDŹWIEDŹ I SŁOWIK" // KATHERINE ARDEN



Tytuł: Niedźwiedź i słowik
Autorka: Katherine Arden
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 448
Gatunek: Literatura obyczajowa
Ocena: 4/5

Powieść ta opowiada o losach młodej Wasilisy, która wraz z rodziną zamieszkuje tereny na skraju pustkowia Rusi, gdzie zima trwa większość część roku. Wasia wraz z rodzeństwem uwielbia przysłuchiwać się powieściom i legendom opowiadanym im przez ich nianię - Dunię. Dziewczynkę najbardziej fascynuje przypowieść o wielkim królu Mrozie, który porywa nieposłuszne dziewczęta i zbłąkane dusze. 
Po śmierci matki Wasilisy, pewnego dnia jej ojciec wraca do domu z nową żoną - pobożną moskwianką Anną. Nazbyt nabożna macocha zabrania rodzinie, zwłaszcza Wasi, składać ofiary domowym duchom, które od lat strzegły domostwa. Macocha podejmuje sobie za misję zwalczenie pogańskich rytuałów mieszkańców wioski. W między czasie na Ruś spada klątwa - zima jest coraz surowsza, a ludzie zaczynają umierać. Wasia zdaje sobie sprawę, że musi postawić się woli macochy i stanąć w obronie mieszkańców przed nadciągającym złem. 

+++

Pisząc streszczenie fabuły zdałam sobie sprawę, że jest ono trochę kiczowate. Starałam się jak najlepiej ubrać w słowa tę wspaniałą baśń, którą stworzyła Katherine Arden, ale wydawało mi się to z każdym słowem coraz bardziej niemożliwe. "Niedźwiedź i słowik" nie jest tylko jakąś tam powieścią o kolejnej nastoletniej bohaterce, która nagle odkrywa swoje magiczne moce. Jest to piękna historia, która zabiera nas w czasy średniowiecznej Rosji, która wspaniale ukazuje rozłam między pogańskimi wierzeniami, a wiarą chrześcijańską i to w jaki sposób właśnie te pogańskie rytuały starano zniszczyć. Myślę, że powieść ta pięknie obrazuje stare pogańskie wierzenia. Ofiarowywanie darowizn w postaci jedzenia domowym duchom umożliwiało mieszkańcom Rusi spokojne życie, w czasach ciężkich i mroźnych zim, gdzie nie byli oni pewni, czy uda im się tym razem przeżyć. Poprzez pojawienie się Anny i później moskiewskiego popa autorka stara się zobrazować rozłam między dwoma wierzeniami - a dokładniej, że jedno z wierzeń uznaje się za wyższe od drugiego i jako jedyne prawdziwe (uważam to za interesującą asocjacje, którą można nawiązać do współczesnych problemów na podłożu religijnym). 

Oczywiście główna bohaterka - Wasia - musi mieć jakąś specjalną zdolność, jak to na powieść z elementami magicznymi przystało. Otóż ona, tak samo jak jej babka są wiedźmami. Wasilisa zdolna jest widzieć nie tylko domowe duszki, ale też inne pogańskie bożki - jak np. Rusałkę czy Wodnika. Musi ona się z tą zdolnością ukrywać, ponieważ nikt poza nią nie jest zdolnym ich zobaczyć. Do czasu aż we wsi pojawia się jej macocha Anna, która jak się okazuje, też posiada magiczne zdolności, które pozwalają jej widzieć duszki - lub jak ona to interpretuje: szatana. 

Uważam, że postać Wasilisy jest dobrze wykreowana. Poznajemy ją już jako małą dziewczynkę, która wyróżnia się w tłumie nie tylko swoim zachowaniem, ale też sposobem bycia. Od małego nie chce ona wieść życia żony i matki, lecz raczej woli walczyć u boku ojca i braci. Myślę, że ten zabieg sprawił, że polubiłam naszą główną bohaterkę i nie miałam jej nic do zarzucenia. Od samego początku jest ona zawzięta, uparta i pyskata, a do tego inna - z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Nie jest ona cichą myszką, która nie wie czego chce, ale upiera się przy swoim pomimo wszystko. Jest ona świadoma swoich decyzji i otaczającego ją środowiska. 

Również świat stworzony przez Arden jest magiczny. Opisy średniowiecznej Rusi są tak dokładne, że czytelnik ma uczucie bycia w danym miejscu i czasie. Podczas czytania czułam się, jakbym była jedną z mieszkanek wsi i brała udział we wszystkich wydarzeniach. 

Podsumowując, "Niedźwiedź i słowik" to piękna powieść, która zawiera w sobie elementy magiczne i w wspaniały sposób przytacza czytelnikowi stare rosyjskie legendy o królu Mrozie jak i również przedstawia pogańskie obrzędy i rytuały, które były odprawiane w czasach średniowiecznych. Nasza główna bohaterka jest świadoma swoich akcji jak i swoich nietypowych zdolności. Jest ona zdecydowana i pewna siebie i wie, co chce osiągnąć. Myślę, że "Niedźwiedź i słowik" jest świetnym wprowadzeniem do trylogii Katherine Arden. 

sobota, listopada 03, 2018

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE PAŹDZIERNIKA

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE PAŹDZIERNIKA

Październik już za nami, więc wypadałoby podsumować wszystko, co udało mi się przeczytać w tym miesiącu. 

Ubiegły miesiąc był ciekawym miesiącem pod względem czytelniczym. Jeżeli czytaliście relacje z ostatniego miesiąca, to wiecie, że we wrześniu (pomimo 6 przeczytanych pozycji) nie byłam do końca zadowolona z tego, co udało mi się przeczytać. Na szczęście październik był jego przeciwieństwem. Udało mi się przeczytać aż, lub tylko, 5 książek i prawie wszystkie były moim zdaniem pozycjami pięciogwiazdkowymi.

Zapraszam Was na moje podsumowanie czytelnicze października. 

1. "Muse of nightmares" Laini Taylor; fenomenalna konkluzja "Marzyciela", który należy do moich ulubionych powieści wszech czasów. "Muse of nightmares" zabiera nas z powrotem do świata bogów, jednak tym razem Laini Taylor robi to w zupełnie inny sposób. Autorka dokładniej przedstawia nam świat, który istniał, zanim bogowie zostali pokonani. Również styl pisania autorki niezmiennie jest tak samo rewelacyjny i wprost magiczny. 
Mój jedyny problem z tą książką polegał na tym, że pierwsza jej połowa strasznie się przeciągała i dłużyła i prawdziwa akcja zaczęła się dopiero od ok. 300 strony. Nie mam nic przeciwko książkom, które dłużej potrzebują, żeby się rozkręcić. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że jest to ostatnia książka w tej duologii, myślałam, że jej fabuła będzie bardziej rozbudowana i intensywna. 
Ocena: 4.5/5. 

2. "Słowik" Kristin Hannah; ta książka zdecydowanie zasłużyła sobie na miejsce w topce najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Ma ona w sobie wszystko, co potrzebne jest, aby stworzyć wzruszającą i trzymającą czytelnika za serce powieść historyczną. Książka ta, długo po tym jak ją przeczytałam, siedziała mi jeszcze w głowie. Zdecydowanie muszę sięgnąć po "Wielką samotnię", najnowszą książkę tej autorki, ponieważ wydaje mi się, że będzie ona równie zniewalająca jak "Słowik". 
Recenzję "Słowika" znajdziecie na blogu tutaj
Ocena: 5/5. 

3. "Zbrodnia i kara" Fiodor Dostojewski; w końcu, w końcu udało mi się to przeczytać! Nie potrafię uwierzyć, że aż tak długo wstrzymywałam się z przeczytaniem tej powieści, jednak jestem szczęśliwa, że w końcu się za nią zabrałam, ponieważ była ona F E N O M E N A L N A. Jak już pisałam w innym poście, uwielbiam literaturę klasyczną, jednak literatura klasyczna rosyjska, to zupełnie inny świat. Nie potrafię nawet ubrać w słowa swoich emocji, tak fantastyczna była ta książka. Polecam ją każdemu, ponieważ jeżeli jest coś co mogę powiedzieć o literaturze rosyjskiej to to, że na pewno się na niej nie zawiedziecie. 
Ocena: 5/5 

4. "Chrzest ognia" Andrzej Sapkowski; kontynuuję swoją przygodę z Geraltem z Rivii i niestety nadal nie jestem przekonana do książek pana Sapkowskiego. Jak już wielokrotnie wspominałam, historia o Wiedźminie sama w sobie jest bardzo interesująca, aczkolwiek styl pisania autora mnie nie zachwycił. Nie czuję się również przywiązana do tej historii i bohaterów. Nie czytam tych powieści z "wypiekami na twarzy", co sprawia, że pomimo tego, iż historia Geralta z Rivii może jest do pewnego stopnia interesująca, nie jest ona porywająca. Nie chcę urazić żadnych fanów "Wiedźmina" i twórczości Andrzeja Sapkowskiego. Jednak moim zdaniem czegoś w jego powieściach brakuje, co nie do końca pozwala mi się "zatracić" w wiedźmińskim świecie. 
Ocena: 4/5

5. "Gildia magów" Trudi Canavan;  dotarliśmy do najsłabszej pozycji na liście. Nie będę się rozwodzić, na temat tego, co mi się nie podobało w tej książce. Dla zainteresowanych recenzja znajduje się na blogu o tutaj
Było to moje pierwsze spotkanie z panią Canavan i myślę też, że ostatnie. Nie interesuje mnie jak rozwinie się dalej historia w trylogii "Czarnego maga" ani też nie jestem zainteresowana innymi książkami tej autorki. Styl pisania mnie nie zachwycił, bohaterowie byli nijacy a fabuła denna. 
Ocena: 1/5. 

I to już wszystko na dzisiaj! 
Pochwalcie się w komentarzach co ciekawego Wam udało się przeczytać w październiku :) 

Życzę Wam zaczytanego weekendu i do następnej soboty!

sobota, października 27, 2018

#10 "GILDIA MAGÓW" - TRUDI CANAVAN

#10 "GILDIA MAGÓW" - TRUDI CANAVAN

Tytuł: Gildia magów
Autorka: Trudi Canavan
Ilość stron: 511
Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ocena: 1/5

Też tak macie, że kiedy czytacie naprawdę słabą książkę, to albo jesteście źli, za to, że owa pozycja jest zła, albo śmiejecie się z niedowierzania, że coś może być aż tak złe? No cóż, mnie ostatnio przytrafiła się ta druga sytuacja. A mianowicie, parę dni temu skończyłam czytać "Gildię magów" Trudy Canavan i nie mogłam oczom uwierzyć, że książka ta jest aż tak słabo napisana. Co prawda słyszałam tu i tam parę komentarzy o tym jak fantastyczna jest trylogia "Czarnego maga" i książki Canavan w całej swej ogólności. Jednak, nie przywiązałam do tego większej uwagi sięgając po "Gildię magów". Myślę, że gdybym rozwinęła gdzieś w sobie wysokie oczekiwania w stosunku co do tej książki, to myślę, że podczas czytania byłabym zła, zamiast się śmiać. Ponieważ, moi drodzy, ta pozycja składała się jedynie z tropów, które były ułożone jeden na drugim, strona po stronie  - ale do tego zaraz dojdę. 

"Gildia magów" to powieść fantastyczna, która opowiada o 16 - letniej dziewczynie o imieniu Sonea, która po utracie rodziców zamieszkała ze swoim wujostwem. Na początku książki dowiadujemy się, że Sonea powraca do slumsów, miejsca w którym się wychowała, ponieważ musi znaleźć dla siebie i jej opiekunów nowe miejsce zamieszkania. Na miejscu dziewczyna trafia na starych znajomych, którzy proponują jej, aby wybrali się wspólnie na plac główny porzucać w magów kamieniami - ponieważ te nigdy ich nie trafią, ze względu na magiczną osłonę, którą magowie się otaczają. Sonea wkłada całą swoją nienawiść w kamień, który jakimś cudem przelatuje przez barierę. Od tego momentu dziewczyna ucieka przed magami, którzy starają się ją dopaść. 


Napisanie tego streszczenia było bardzo trudne, ponieważ nie chciałam żeby było ono tak płytkie i powierzchowne jak cała ta książka. Niestety, nie udało mi się. 
Jak już wcześniej napomknęłam "Gildia magów" to czysto stereotypowa powieść fantastyczna dla młodzieży, która napakowana jest klasycznymi tropami, typu: biedna nieśmiała dziewczyna odkrywa, że ma magiczne moce, których się wypiera.. 
Przejdźmy najpierw do prozy Canavan, która moim zdaniem, była naprawdę uboga. Styl pisania autorki był niesamowicie prosty, a dialogi, cóż, tak głupie, że aż śmieszne. Podczas czytania zastanawiałam się, czy książka ta nie była debiutem literackim autorki, ponieważ na pewien sposób mogłoby to usprawiedliwić marny kunszt literacki Canavan. 
Jeżeli mówimy o ubogiej prozie, zaznaczę też, że świat wykreowany przez autorkę jest praktycznie nie istniejący. Autorka stara się nakreślić przez siebie wymyślony świat, jednak akcja książki miała miejsce tak naprawdę tylko w dwóch miejscach: miejscach zaciemnionych, których autorka nie musiała jakkolwiek bogato opisywać i w szkole magów (która na ironię, jest opisana w miarę obszernie). 
Pierwsza połowa książki ciągnęła się w nieskończoność i opisywała drogę ucieczki Sonei, która ukrywała  się co rusz w zaciemnionych pokojach czy piwnicach slumsów, po kanałach lub innych tego typu miejscach. Książka w pewien sposób napisana jest z dwóch perspektyw, tak więc, śledzimy nie tylko poczynania Sonei, ale także dowiadujemy się o zamiarach magów. Wielokrotnie autorka starała się zbudować napięcie, ukrywając tożsamość jednego z bohaterów. Niestety jak dla mnie, było to zrobione bardzo chaotycznie. I znowu, ponieważ fabuła powieści była bardzo przewidywalna, nie było mowy o czymś takim, jak element zaskoczenia. Druga część książki to trening Sonei w akademii magów. Jak można sobie łatwo to wyorazić, dziewczyna nie była osobą skorą do współpracy. 
Co do samej postaci Sonei, można powiedzieć, że więcej jej nie było, jak była. Jest to postać, z resztą jak reszta bohaterów, bardzo jednowymiarowa. Canavan zrobiła z niej typową cichą myszkę, która nie wie, czym jest własna opinia na jakikolwiek temat. Co mnie przeraziło to to, jak przerażająco zależna była główna bohaterka od jej męskich towarzyszy. Nie proponowała ona żadnego rozwiązania żadnej sytuacji, tylko czekała, aż któryś z jej znajomych uratuje ją jak jakąś zniewoloną księżniczkę. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak "płaską" postacią. Oczywiście nie można zapomnieć, że urok Sonei w JAKIKOLWIEK sposób wpływał na mężczyzn. Czy to romantyczny, braterski, ojcowski, koleżeński. Zwracała ona uwagę każdego, pomimo tego, że nie robiła nic. 
Podczas czytania książki zdałam sobie także sprawę, że postać Sonei bardzo, ale to bardzo przypominała mi Bellę ze "Zmierzchu". Cicha myszka, która nic nie robi i tylko czeka na ratunek, która upiera się przy swoim, chociaż nie jest pewna, co to dokładnie jest. W pewnym momencie nawet to w jaki sposób Sonea używała swoją moc, przypominało mi to bardzo Bellę i jej wampirskie zdolności. 

Podsumowując, "Gildia magów" to stereotypowa powieść fantasy, która napchana jest przeróżnymi tropami. Powieść ta jest ubogo napisana, ma nieistniejący wyimaginowany świat, a główna bohaterka to szara myszka z wielkimi mocami, która nie posiada własnego zdania na żaden temat. 
Posiadam w mojej biblioteczce kolejne dwa tomy tej trylogii, aczkolwiek jestem pewna, że po nie nie sięgnę. Nie jest to seria dla mnie, a ja nie mam zamiaru się znęcać nad sobą i zmuszać się do czytania tych powieści. 

Ocena: 1/5. 


sobota, września 29, 2018

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE WRZEŚNIA

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE WRZEŚNIA

Muszę przyznać, że jestem rozczarowana moim podsumowaniem. Wrzesień z pewnością nie był moim najlepszym miesiącem czytelniczym. Miałam w planach przeczytać jak największą ilość książek, ponieważ w październiku wracam na uczelnie i nie będę miała czasu na czytanie. Zamiast korzystać z wolnego czasu i czytać dla przyjemności, męczyłam się z każdą książką. 
W pierwszym tygodniu przeczytałam aż trzy! książki: "Catwoman. Soulstealer", "Do latarni morskiej" i "Złodziej pioruna"
Recenzję do "Catwoman" znajdziecie na blogu, o tutaj. Szybko podsumowując książka podobała mi się i z pewnością dzięki niej dobrze zaczęłam miesiąc. 
Następnie wręcz zmusiłam się do dokończenia "Do latarni morskiej" Virginii Woolf, ponieważ zostało mi ostatniej kilkadziesiąt stron do przeczytania i chciałam mieć już tą książkę z głowy. Jak można wywnioskować pozycja ta nie spodobała mi się za bardzo. Nie wiem czego spodziewałam się po tej książce, ale z pewnością nie tego co otrzymałam. Była ona nudna i z czasem odechciało mi się jej czytać. Myślę, że też tutaj zaczęły się schody i moje problemy z czytaniem. 
Po pozycji pani Woolf sięgnęłam po książkę Ricka Riordana "Złodziej pioruna". Potrzebowałam czegoś lekkiego i wesołego, co pomoże mi znów wejść w czytelniczy nastrój. Niestety, o ile podobała mi się pierwsza połowa książki, o tyle w drugiej zaczęłam być znużona. Kartkowałam książkę, aby móc ją skończyć. Pod koniec powieści znowu wrócił mój nastrój i ostatnie 50 stron przeczytałam z wielkim zapałem. 
Starając się uniknąć kaca książkowego, lub być może bardziej braku zainteresowania książkami, postanowiłam dołączyć się do maratonu czytelniczego #Strangethereadalong organizowanego między innymi przez Caz z kanału Little Book Owl. "Marzyciel" jest jedną z moich ulubionych książek młodzieżowych i pomyślałam, że z pewnością przeczytanie ulubieńca pomoże mi wyjść z ten nędznej dziury, w której się znalazłam. Hmm... zgadnijcie co? W połowie książki miałam dość jej czytania. Miałam dość warsztatu pisarskiego Laini Taylor i miałam dość przesadnych opisów. Skończyłam czytać "Strange the dreamer" wczoraj i niestety moja opinia na temat tej pozycji się zmieniła. Nadal podoba mi się ta historia i jestem oczarowana światem stworzonym przez autorkę, jednak książka ta nie jest już tak niesamowita, za jaką ją uważałam, kiedy czytałam ją pierwszy raz. 
W duchu mojego czytelniczego niezadowolenia poszłam do księgarni i kupiłam "How to stop time" Matta Haiga. Na tą książkę czaiłam się już od dłuższego czasu, zwłaszcza, że jest zachwalana w internecie przez innych czytelników. Koncept wydawał mi się interesujący, więc postanowiłam od razu zacząć czytać "Jak zatrzymać czas". I owszem powieść jest ciekawa, ale poza tym nie dzieje się w niej nic specjalnego. Jest po prostu zwyczajna. I z pewnością nie pomogła mi w moim czytelniczym problemie.
Postanowiłam zakończyć miesiąc pozytywnym akcentem i sięgnęłam po "Morze potworów" Ricka Riordana. Na szczęście nie miałam większych problemów z przeczytaniem tej pozycji. Książka była lekka, krótka i zwięzła, co ułatwiło mi zdecydowanie czytanie. 

I to by było na tyle, jeżeli chodzi o moje czytelnicze podsumowanie września. Wiem, że sześć pozycji to spora liczba, jednak mnie bardziej rozczarowało to, że prawie żadna z tych pozycji mnie nie zachwyciła i straciłam kompletnie zainteresowanie książkami. 
Postaram się wykorzystać czas wolny, który pozostał mi przed rozpoczęciem roku akademickiego i być może uda mi się jeszcze coś przeczytać. 

Co ciekawego wy czytaliście we wrześniu? Podzielcie się swoimi stosikami w komentarzach!

środa, września 19, 2018

#7 "CATWOMAN. SOULSTEALER" - SARAH J. MAAS

#7 "CATWOMAN. SOULSTEALER" - SARAH J. MAAS


Tytuł: "Catwoman. Soulstealer"
Seria: DC Icons
Wydawnictwo: Penguin Random House
Ilość stron: 360
Gatunek: YA Fantasy
Ocena: 4/5 

Dzień dobry! 
Zauważyłam, że ostatnio jakimś cudem wpakowałam się w kaca książkowego. Nie wiem jak i nie wiem z powodu jakiej książki się to dzieje, ale najzwyczajniej w świecie żadna książka mnie nie interesuje. Mam ochotę czytać, ale jak tylko sięgnę po jakąś powieść, to po paru minutach ją odkładam, bo przestaje być nią zainteresowana.

Jednak, na początku miesiąca przeczytałam nową powieść Pani Sary J. Maas i muszę powiedzieć, że pozycja ta zaskoczyła mnie w pozytywny sposób.

"Catwoman" opowiada o losach 17 - letniej Seliny Kyle, która aby móc zarobić pieniądze na leczenie i opiekę nad chorą na mukowiscydozę młodszą siostrą, bierze udział w nielegalnych walkach podziemnych gangów. Pewnego dnia w mieszkaniu sióstr Kyle pojawia się policja wraz z  pracowniczką opieki społecznej. Grożą oni Selinie, że jej siostra trafi do rodziny zastępczej, a ona sama trafi do młodzieńczego więzienia, ze względu na przestępstwa, których się dokonała (kradzieże, bójki etc.)
Gdy siostry zostają zabrane z mieszkania, zostają one odseparowane i Selina trafia na posterunek policji. Tam spotyka ona tajemniczą kobietę o imieniu Thalia al Ghul, która oferuje dziewczynie rozwiązanie jej problemów: Selina wyjedzie razem z nią do szkoły asasynów i zapomni kompletnie o swojej siostrze, a w zamian Thalia zapewni Maggie dobry dom zastępczy. Zdesperowana dziewczyna pragnie tylko dobra swojej siostry i idzie na układ z Thalią i jeszcze tego samego dnia opuszcza Gotham, aby udać się do siedziby Ligii Asasynów.

***

Akcja książki toczy się dwa lata później, kiedy 20-letnia Selina powraca do Gotham z tajemniczą misją. Jak już wspomniałam na samym początku - książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W dalszej części historii do Catwoman przyłączają się Poison Ivy i Harley Quinn i zaczynają one tworzyć słynne trio o nazwie Gotham City Sirens. Chociaż ich celem były różnego rodzaju rabunki i kradzieże, dziewczyny zbliżyły się do siebie i rozwinęły między sobą przyjaźń.

Niestety, w książce nie pojawiła się postać Batmana, którą miałam ochotę zobaczyć. W jego rolę wcielił się Batwing - można powiedzieć, że był on pewnego rodzaju podopiecznym Bruce'a. Jakoś nie polubiłam szczególnie jego postaci, wydała mi się taka nijaka. Również irytowało mnie trochę to, że książka napisana była z dwóch perspektyw - Batwinga i Catwoman. Według mnie jak na tak cienką książkę, druga perspektywa była zbędna.

Co jednak mnie najbardziej rozczarowało to to, że na tych 300 stronach lekkiej powieści Maas musiała wepchnąć wątek miłosny. Dlaczego? 
Przesadny wątek miłosny w książkach Maas jest powodem, przez który przestałam być fanką jej powieści. Nie rozumiem po co autorka musiała rozwinąć akurat ten motyw. Historia mogłaby się toczyć dalej bez tego dodatku. Odniosłam wrażenie, że Maas użyła tego wątku, aby wypełnić jakoś strony.

Oprócz tego uważałam główną bohaterkę za w miarę znośną. Wiem, że niektórzy mogliby porównać Seline z Celaeną ze "Szklanego tronu" ze względu na imię obydwu bohaterek i ich profesję, jednak ja starałam się ignorować te szczegóły, żeby móc delektować się książką.
Poza tym, podobało mi się, jak autorka dokonała niektórych zmian w wyglądzie stroju Catwoman i w instytucji Ligii Asasynów. Dodały one zdecydowanie innego spojrzenia na świat, który jest mi znany z filmów bądź seriali.

***

Podsumowując, uważam, że "Catwoman. Soulstealer" jest dobrą książką. Jestem wielką fanką Uniwersum DC i z chęcią czytałam o losach Seliny Kyle oraz o tym jak stała się ona tytułową Catwoman. Nie twierdzę, że jest to pozycja idealna - ma ona swoje wady, jednak myślę, że mogłabym ją zaliczyć jako moje "guilty pleasure". Akcja jest dość szybka, a fabuła ciekawie rozwinięta. Gdyby nie na siłę wepchnięty wątek miłosny, myślę, że przyjemniej czytałoby mi się tę pozycję.
Z pewnością sięgnę po inne książki z tej serii - "Wonder Woman. Warbringer" i "Batman. Nightwalker".







wtorek, września 04, 2018

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE LIPCA I SIERPNIA

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE LIPCA I SIERPNIA

Kolejny miesiąc dobiegł końca, więc czas na kolejne podsumowanie :) Tym razem postanowiłam połączyć lipiec z sierpniem, ponieważ w poprzednim miesiącu przeczytałam tylko dwie książki i nie miało to sensu, żeby robić osobny wrap up.
Podsumowując przeczytałam razem 8,5 książki, z czego jestem bardzo dumna, zwłaszcza, że było wśród nich parę, które miały ponad 500 stron. Początek sierpnia zaczął się dosyć przeciętnie. Czytałam głównie książki, które mnie niestety nie zachwycały. Jednak na szczęście udało mi się w dobrym stylu zakończyć ten miesiąc.

Przechodząc jednak do książek, które udało mi się przeczytać.
W lipcu przeczytała "Kirke" Madeleine Miller, która niesamowicie mnie rozczarowała, ale też zanudziła na śmierć. Nie będę się wywodzić na jej temat, ponieważ recenzje do niej możecie znaleźć na moim blogu tutaj.

 Następnie, lipiec zakończyłam świetną pozycją jaką był "Marsjanin" Andy'ego Weir'a. Nie potrafię powiedzieć nic złego na temat tej książki, ponieważ była ona idealna. Nasz główny bohater, który zostaje przypadkowo uwięziony na Marsie, stara się przeżyć na tej planecie, do momentu aż ktoś po niego wróci. Gdyby nie świetne poczucie humoru głównego bohatera, książka ta byłaby dość tragiczna, biorąc pod uwagę fakt, że Mark Watney walczy o przetrwanie na obcej planecie, z dala od ludzkości. To, że potrafił on żartować ze swojej sytuacji sprawiło, że czytanie "Marsjanina" było zupełnie inny doświadczeniem. Była to szybka i lekka lektura, której potrzebowałam.

A teraz, przejdziemy do książek, które przeczytałam w sierpniu. Jak już pisałam, większość z nich w dość dużym stopniu mnie rozczarowała, gdyż uważałam, że książki te są po prostu nijakie.
Zacznijmy może od "Tajemnej historii" Donny Tartt. Każdy zachwycał się geniuszem tej książki. Jaka to ona nie jest wspaniała, a proza Tartt wprost zniewalająca. No cóż, jak dla mnie, "Tajemna historia" była powieścią bardzo przeciętną. Z jednej strony być może byłabym skłonna zrozumieć zachwyt nad tą książką, jednak z drugiej strony nie widzę w niej nic odkrywczego. Nie polubiłam głównych bohaterów i chociaż styl pisania Tartt jest dobry, to w większości czasu książka mnie nudziła. Jeżeli jesteście zainteresowani moją opinią na temat tej książki, moja bardzo chaotyczna recenzja również znajduje się na blogu, o tutaj.

Inną bardzo rozczarowującą książką była ''Lady Susan" Jane Austen. Było to moje drugie spotkanie z panią Austen i niestety nietrafne. Tak samo jak "Rozważna i romantyczna" tak i ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Nie mam też zbyt wiele do powiedzenia na temat tej krótkiej powieści. Przez to, że książka ta spisana została w formie epistolarnej, wiele razy gubiłam się między bohaterami i nie wiedziałam kto jest kim. Również i tutaj główna bohaterka nie przypadła mi do gustu.

Idąc dalej tropem nijakich książek natrafimy na "Śpiących gigantów" Silvain'a Neuvel'a. Ta książka była dziwna. Po prostu dziwna. I jeżeli mam być z wami kompletnie szczera, to nie pamiętam co się w niej działo. Myślę, że nie będę sięgała po jej kontynuację, zważywszy uwagę na fakt, że musiała bym przeczytać pierwszy tom jeszcze raz.

Okej, teraz przejdźmy do tych książek, które faktycznie zasłużyły na uwagę. Po pierwsze, "Historia pszczół" Mai Lunde. Co za powieść! Pięknie zilustrowana przyszłość, w której nie ma pszczół. Książka ta zachwyca na każdej stronie. Autorka przedstawiła życie ludzi i ich związek z pszczołami na przestrzeni przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Pokazuje ona nam skutki, których możemy być sami świadkami w niedalekiej przyszłości. Pomimo tego, że książka porusza dość poważny problem, została ona napisana w bardzo lekkim i przystępnym dla czytelnika stylu. Już teraz nie mogę się doczekać, aby móc przeczytać drugą powieść tej autorki "Błękit".

Następnie udało mi się skończyć "Imię wiatru" Patricka Rothfussa. Książka ta należy teraz do jednych z moich ulubionych. Styl pisania autora zachwyca, jest on nie tylko piękny ale też tak lekki, że książka czyta się sama. Historia rozwija się być może w dość powolnym stylu, jednak nie przeszkadzało mi to bardzo. Przywiązałam się do głównego bohatera, Kquothe'a, i chciałam dowiedzieć się jeszcze więcej o jego niesamowitym życiu. Nie mogę się doczekać, aż wezmę się za kontynuację tej powieści, chociaż przyznam, że objętościowo mnie ona przeraża.

Dalej, aby przyspieszyć trochę tempa, po dość statycznej powieści jaką był "Imię wiatru" sięgnęłam po "The poppy war" autorstwa R. F. Kuang, czyli jedną z najgłośniejszych premier zza Oceanu. Tak samo jak pozycja powyżej tak i należy do moich ulubieńców. Akcja książki była niesamowicie szybka, a sama autorka nie oszczędziła też w opisach, które były dość szczegółowe i drastyczne. Jednak, pomimo tego, że bardzo dobrze się bawiłam podczas czytania tej powieści, nie jest ona bez skazy. Nie przekonałam się do głównej bohaterki, która bardzo często nie potrafiła wyrobić sobie zdania i miała wahania nastrojów, które były dość irytujące. Również jej związek z jednym z bohaterów nie spodobał mi się. Jednak trzeba pamiętać, że jest to debiut autorki i być może rozwinie ona główną postać w drugim tomie.

Miesiąc zakończyłam z Andrzejem Sapkowskim i jego "Wiedźminem". W sierpniu przeczytałam czwarty tom, czyli "Czas pogardy" o muszę przyznać, że o ile dotychczas książki z tej serii mnie nie zachwycały (były po prostu okej), o tyle dobrze mi się czytało tę pozycję. Jest ona zdecydowanie lepsza od swoich poprzedniczek, jednak jedna rzecz nadal została niezmieniona. Nadal zasypiam przy czytaniu prozy Sapkowskiego, zwłaszcza jeżeli opisuje on sprawy związane z polityką państwa. Nie wiem co w tym jest, ale nawet jeżeli jestem zainteresowana historią, potrafię zasnąć przy najbrutalniejszych scenach walki. Mam nadzieję, że to się jednak zmieni, bo następne książki są już większe objętościowo i szkoda byłoby zasypiać co parę stron.

No i na ostatnim miejscu znajduje się pół książki, które przeczytałam, czyli "Do latarni morskiej" Virginii Woolf. Gdy zaczęłam tę książkę, historia dosyć mnie wciągnęła, ponieważ w dzień przeczytałam niemal połowę. Jednak w momencie gdy odłożyłam ją na biurko, straciłam ochotę na dalsze jej czytanie. Jest to pozycja, co do której mam zdecydowanie mieszane uczucia. Ale więcej opowiem o niej w następnym podsumowaniu.

I to już wszystkie książki, które przeczytałam w lipcu/sierpniu. Czytaliście któreś z nich? Podzielcie się waszymi najlepszymi książkami, które czytaliście podczas wakacji.

wtorek, lipca 31, 2018

#3 "KIRKE" - MADELINE MILLER CZYLI NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE TEGO ROKU

#3 "KIRKE" - MADELINE MILLER CZYLI NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE TEGO ROKU

 Bardzo długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Za sobą mam już trzy nieudane próby i za każdym razem miałam ten sam problem. Nie wiem jak mam opisać tę książkę. I nie chodzi o to, że jej  fabuła jest tak kompleksowo rozbudowana. Wręcz przeciwnie, pozycja ta jest nudna jak flaki z olejem i opisanie i zrecenzowanie jej prawdopodobnie udałoby mi się w dwóch zdaniach. Jednak chcę się postarać wytłumaczyć, dlaczego uważam, że "Kirke" jest największym rozczarowaniem tego roku.

Cala fabuła oparta jest na mitologii greckiej. Mamy tutaj do czynienia z Heliosem, Zeusem, Ateną ale również Dedalem, Odyseuszem czy Penelopą. Więc jeżeli mieliście tak jak ja nadzieję, że z książki dowiecie się czegoś więcej o mitologii greckiej niż ze szkolnych podręczników, muszę was rozczarować. Madeline Miller oparła wprawdzie swoją książkę na słynnych mitach o Dedalu i Ikarze czy o Odyseuszu i jego tułaczce. Niestety żaden z nich nie jest w jakikolwiek sposób rozwinięty, są one zaledwie podstawą historii, którą Miller sama dopowiada.

Naszą główną bohaterką jest tytułowa Kirke, postać raczej drugorzędna. Gra ona na przykład rolę w tułaczce Odyseusza, gdy ten po powrocie z wojny trojańskiej wraca do domu i zatrzymuje się na zamieszkiwanej przez Kirke wyspie, Ajaji.
Kirke, jako córka tytana, Heliosa i nimfy, zawsze była wyśmiewana. Nikt nigdy nie widział w niej bogini, a tym bardziej córki boga słońca. Była ona niezdarna, brzydka i słaba, ze zbyt wielkim zainteresowaniem ludźmi. W końcu ludzie służyli tylko po to, aby składać ofiary bogom. Jednak Kirke nie chciała nigdy być chwalona. Chciała się zamiast tego zaprzyjaźnić z ludźmi. Jednego dnia poznaje rybaka Glaukosa, w którym zakochuje się bez pamięci. Aby móc być z nim na zawsze przemienia go za pomocą magicznych kwiatów w boga. Jednak ten, po tym jak ziele ujawnia jego prawdziwe oblicze, izoluje się od Kirke i zaczyna zaprzyjaźniać się z innymi bogami. Kirke nadal ma nadzieje, że Glaukos ją pokocha i poślubi, jednak on na swoją żonę wybiera piękną nimfę Scyllę. Zazdrosna Kirke używa tych samych kwiatów, które użyła do przemiany Glaukosa i zamienia Scyllę w potwora morskiego, którego znamy z mitów. Za ten czyn zostaje ona wygnana na wyspę Ajaja, gdzie ma spędzić resztę swojego marnego życia.

Tutaj poznajemy Hermesa, pierwszego kochanka Kirke, następnie Dedala, a na końcu Odyseusza. Jednak.... pomimo powiązania do tylu mitów, w książce nic się nie dzieje. Cała powieść opiera się na tym, jak Kirke siedzi na wyspie i zbiera zioła, robi wywary, karmi zwierzęta i marudzi jaka jest samotna. Oczy mi się wywracały, głównie z niedowierzania, jak naiwna i głupia ta bohaterka jest. Miałam nadzieję, że Miller stworzy silną i niezależną kobietę, która będzie znała swoje wartości i nie pozwoli sobie na żadne znieważenie. Natomiast Kirke cały czas popełnia te same błędy, nie rozwija się jako postać i jest po prostu najzwyczajniej w świecie nijaka.

Nie potrafię opisać, jak bardzo zawiodłam się na tej książce. Jednak też jestem zła na siebie, że wpadłam w typową pułapkę marketingową. Oczy widziały dookoła piękną oprawę, a uszy słyszały same superlatywy na temat tej książki. Nic dziwnego, że chciałam ją tak bardzo przeczytać. Myślałam jednak, że będzie to coś więcej niż historia o marudnej wiedźmie z Ajaji, która zazdrości wszystkim wszystkiego, ale sama nie potrafi zawalczyć o swoje.
Sam pomysł na wykonanie książki był zdecydowanie dobry, podobało mi się jak klimatyczna była powieść, jednak to, co ściągnęło ją na dno, była postać Kirke, która była kotwicą tej historii.

Niestety nie mogę dać tej powieści więcej niż 2/5*.

sobota, czerwca 30, 2018

#1 "LIFEL1K3'' - JAY KRISTOFF

#1 "LIFEL1K3'' - JAY KRISTOFF


„Lifel1k3” Jaya Kristoffa to taka książka, która obdarzyła mnie różnymi emocjami, zaczynając od gniewu a kończąc na miłości... Przyznam, że nie wiem, jak ją ocenić. Z jednej strony ma ona wiele w sobie elementów, które mnie się nie podobały. Jednak z drugiej strony pozycja ta ma tak wiele do zaoferowania! 

Jay Kristoff jest jednym z moich ulubionych autorów. Bardzo podobała mi się jego współtwórcza trylogia „Illuminae”, a jeszcze bardziej jego samodzielne dzieło „Nibynoc”. Tak więc, jak tylko zobaczyłam, że wydaje on nową książkę, byłam pewna, że muszę ją mieć, bo będzie fantastyczna. Czy tak było? Nie do końca...

Copyright © 2016 Zagraniczna biblioteka , Blogger