Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/5. Pokaż wszystkie posty

niedziela, kwietnia 21, 2019

INTO THE DROWNING DEEP // MIRA GRANT

INTO THE DROWNING DEEP // MIRA GRANT


sobota, listopada 24, 2018

#12 "NIEDŹWIEDŹ I SŁOWIK" // KATHERINE ARDEN

#12 "NIEDŹWIEDŹ I SŁOWIK" // KATHERINE ARDEN



Tytuł: Niedźwiedź i słowik
Autorka: Katherine Arden
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 448
Gatunek: Literatura obyczajowa
Ocena: 4/5

Powieść ta opowiada o losach młodej Wasilisy, która wraz z rodziną zamieszkuje tereny na skraju pustkowia Rusi, gdzie zima trwa większość część roku. Wasia wraz z rodzeństwem uwielbia przysłuchiwać się powieściom i legendom opowiadanym im przez ich nianię - Dunię. Dziewczynkę najbardziej fascynuje przypowieść o wielkim królu Mrozie, który porywa nieposłuszne dziewczęta i zbłąkane dusze. 
Po śmierci matki Wasilisy, pewnego dnia jej ojciec wraca do domu z nową żoną - pobożną moskwianką Anną. Nazbyt nabożna macocha zabrania rodzinie, zwłaszcza Wasi, składać ofiary domowym duchom, które od lat strzegły domostwa. Macocha podejmuje sobie za misję zwalczenie pogańskich rytuałów mieszkańców wioski. W między czasie na Ruś spada klątwa - zima jest coraz surowsza, a ludzie zaczynają umierać. Wasia zdaje sobie sprawę, że musi postawić się woli macochy i stanąć w obronie mieszkańców przed nadciągającym złem. 

+++

Pisząc streszczenie fabuły zdałam sobie sprawę, że jest ono trochę kiczowate. Starałam się jak najlepiej ubrać w słowa tę wspaniałą baśń, którą stworzyła Katherine Arden, ale wydawało mi się to z każdym słowem coraz bardziej niemożliwe. "Niedźwiedź i słowik" nie jest tylko jakąś tam powieścią o kolejnej nastoletniej bohaterce, która nagle odkrywa swoje magiczne moce. Jest to piękna historia, która zabiera nas w czasy średniowiecznej Rosji, która wspaniale ukazuje rozłam między pogańskimi wierzeniami, a wiarą chrześcijańską i to w jaki sposób właśnie te pogańskie rytuały starano zniszczyć. Myślę, że powieść ta pięknie obrazuje stare pogańskie wierzenia. Ofiarowywanie darowizn w postaci jedzenia domowym duchom umożliwiało mieszkańcom Rusi spokojne życie, w czasach ciężkich i mroźnych zim, gdzie nie byli oni pewni, czy uda im się tym razem przeżyć. Poprzez pojawienie się Anny i później moskiewskiego popa autorka stara się zobrazować rozłam między dwoma wierzeniami - a dokładniej, że jedno z wierzeń uznaje się za wyższe od drugiego i jako jedyne prawdziwe (uważam to za interesującą asocjacje, którą można nawiązać do współczesnych problemów na podłożu religijnym). 

Oczywiście główna bohaterka - Wasia - musi mieć jakąś specjalną zdolność, jak to na powieść z elementami magicznymi przystało. Otóż ona, tak samo jak jej babka są wiedźmami. Wasilisa zdolna jest widzieć nie tylko domowe duszki, ale też inne pogańskie bożki - jak np. Rusałkę czy Wodnika. Musi ona się z tą zdolnością ukrywać, ponieważ nikt poza nią nie jest zdolnym ich zobaczyć. Do czasu aż we wsi pojawia się jej macocha Anna, która jak się okazuje, też posiada magiczne zdolności, które pozwalają jej widzieć duszki - lub jak ona to interpretuje: szatana. 

Uważam, że postać Wasilisy jest dobrze wykreowana. Poznajemy ją już jako małą dziewczynkę, która wyróżnia się w tłumie nie tylko swoim zachowaniem, ale też sposobem bycia. Od małego nie chce ona wieść życia żony i matki, lecz raczej woli walczyć u boku ojca i braci. Myślę, że ten zabieg sprawił, że polubiłam naszą główną bohaterkę i nie miałam jej nic do zarzucenia. Od samego początku jest ona zawzięta, uparta i pyskata, a do tego inna - z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Nie jest ona cichą myszką, która nie wie czego chce, ale upiera się przy swoim pomimo wszystko. Jest ona świadoma swoich decyzji i otaczającego ją środowiska. 

Również świat stworzony przez Arden jest magiczny. Opisy średniowiecznej Rusi są tak dokładne, że czytelnik ma uczucie bycia w danym miejscu i czasie. Podczas czytania czułam się, jakbym była jedną z mieszkanek wsi i brała udział we wszystkich wydarzeniach. 

Podsumowując, "Niedźwiedź i słowik" to piękna powieść, która zawiera w sobie elementy magiczne i w wspaniały sposób przytacza czytelnikowi stare rosyjskie legendy o królu Mrozie jak i również przedstawia pogańskie obrzędy i rytuały, które były odprawiane w czasach średniowiecznych. Nasza główna bohaterka jest świadoma swoich akcji jak i swoich nietypowych zdolności. Jest ona zdecydowana i pewna siebie i wie, co chce osiągnąć. Myślę, że "Niedźwiedź i słowik" jest świetnym wprowadzeniem do trylogii Katherine Arden. 

środa, września 19, 2018

#7 "CATWOMAN. SOULSTEALER" - SARAH J. MAAS

#7 "CATWOMAN. SOULSTEALER" - SARAH J. MAAS


Tytuł: "Catwoman. Soulstealer"
Seria: DC Icons
Wydawnictwo: Penguin Random House
Ilość stron: 360
Gatunek: YA Fantasy
Ocena: 4/5 

Dzień dobry! 
Zauważyłam, że ostatnio jakimś cudem wpakowałam się w kaca książkowego. Nie wiem jak i nie wiem z powodu jakiej książki się to dzieje, ale najzwyczajniej w świecie żadna książka mnie nie interesuje. Mam ochotę czytać, ale jak tylko sięgnę po jakąś powieść, to po paru minutach ją odkładam, bo przestaje być nią zainteresowana.

Jednak, na początku miesiąca przeczytałam nową powieść Pani Sary J. Maas i muszę powiedzieć, że pozycja ta zaskoczyła mnie w pozytywny sposób.

"Catwoman" opowiada o losach 17 - letniej Seliny Kyle, która aby móc zarobić pieniądze na leczenie i opiekę nad chorą na mukowiscydozę młodszą siostrą, bierze udział w nielegalnych walkach podziemnych gangów. Pewnego dnia w mieszkaniu sióstr Kyle pojawia się policja wraz z  pracowniczką opieki społecznej. Grożą oni Selinie, że jej siostra trafi do rodziny zastępczej, a ona sama trafi do młodzieńczego więzienia, ze względu na przestępstwa, których się dokonała (kradzieże, bójki etc.)
Gdy siostry zostają zabrane z mieszkania, zostają one odseparowane i Selina trafia na posterunek policji. Tam spotyka ona tajemniczą kobietę o imieniu Thalia al Ghul, która oferuje dziewczynie rozwiązanie jej problemów: Selina wyjedzie razem z nią do szkoły asasynów i zapomni kompletnie o swojej siostrze, a w zamian Thalia zapewni Maggie dobry dom zastępczy. Zdesperowana dziewczyna pragnie tylko dobra swojej siostry i idzie na układ z Thalią i jeszcze tego samego dnia opuszcza Gotham, aby udać się do siedziby Ligii Asasynów.

***

Akcja książki toczy się dwa lata później, kiedy 20-letnia Selina powraca do Gotham z tajemniczą misją. Jak już wspomniałam na samym początku - książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W dalszej części historii do Catwoman przyłączają się Poison Ivy i Harley Quinn i zaczynają one tworzyć słynne trio o nazwie Gotham City Sirens. Chociaż ich celem były różnego rodzaju rabunki i kradzieże, dziewczyny zbliżyły się do siebie i rozwinęły między sobą przyjaźń.

Niestety, w książce nie pojawiła się postać Batmana, którą miałam ochotę zobaczyć. W jego rolę wcielił się Batwing - można powiedzieć, że był on pewnego rodzaju podopiecznym Bruce'a. Jakoś nie polubiłam szczególnie jego postaci, wydała mi się taka nijaka. Również irytowało mnie trochę to, że książka napisana była z dwóch perspektyw - Batwinga i Catwoman. Według mnie jak na tak cienką książkę, druga perspektywa była zbędna.

Co jednak mnie najbardziej rozczarowało to to, że na tych 300 stronach lekkiej powieści Maas musiała wepchnąć wątek miłosny. Dlaczego? 
Przesadny wątek miłosny w książkach Maas jest powodem, przez który przestałam być fanką jej powieści. Nie rozumiem po co autorka musiała rozwinąć akurat ten motyw. Historia mogłaby się toczyć dalej bez tego dodatku. Odniosłam wrażenie, że Maas użyła tego wątku, aby wypełnić jakoś strony.

Oprócz tego uważałam główną bohaterkę za w miarę znośną. Wiem, że niektórzy mogliby porównać Seline z Celaeną ze "Szklanego tronu" ze względu na imię obydwu bohaterek i ich profesję, jednak ja starałam się ignorować te szczegóły, żeby móc delektować się książką.
Poza tym, podobało mi się, jak autorka dokonała niektórych zmian w wyglądzie stroju Catwoman i w instytucji Ligii Asasynów. Dodały one zdecydowanie innego spojrzenia na świat, który jest mi znany z filmów bądź seriali.

***

Podsumowując, uważam, że "Catwoman. Soulstealer" jest dobrą książką. Jestem wielką fanką Uniwersum DC i z chęcią czytałam o losach Seliny Kyle oraz o tym jak stała się ona tytułową Catwoman. Nie twierdzę, że jest to pozycja idealna - ma ona swoje wady, jednak myślę, że mogłabym ją zaliczyć jako moje "guilty pleasure". Akcja jest dość szybka, a fabuła ciekawie rozwinięta. Gdyby nie na siłę wepchnięty wątek miłosny, myślę, że przyjemniej czytałoby mi się tę pozycję.
Z pewnością sięgnę po inne książki z tej serii - "Wonder Woman. Warbringer" i "Batman. Nightwalker".







wtorek, września 11, 2018

#6 "THE POPPY WAR" - R. F. KUANG

#6 "THE POPPY WAR" - R. F. KUANG

Tytuł: The Poppy War
Autor: R. F. Kuang
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: Harper Voyager
Data publikacji: 2018
Ilość stron: 530
Ocena: 4,5/5 


O czym jest "The Poppy War"? 

"The Poppy War" opowiada historię 16-letniej Rin Fang, która na skutek wojny straciła swoich rodziców i została zmuszona do zamieszkania  ze swoimi przybranymi rodzicami i młodszym bratem w małej wiosce o nazwie Tikany. Główną bohaterkę poznajemy w dniu, w którym zdaje ona egzamin, aby móc dostać stypendium do ekskluzywnej szkoły militarnej w Sinegardzie. Nikt nie pokłada wiary w Rin, nawet jej nauczyciel, ponieważ do testu podchodzą głównie uczniowie z bogatych rodzin, którzy poświęcają całe swoje życie na przygotowanie i naukę. Rin udowadnia wszystkim jak bardzo się mylili i już niedługo potem jest ona w drodze do stolicy, aby móc tam zacząć nowe życie z dala od jej znienawidzonych opiekunów. 
Pomimo tego, że dziewczyna osiągnęła wysoki wynik na teście, nie zdaje ona sobie sprawy, jak mało istotny będzie ten fakt, gdy już zjawi ona się w szkole. Jak się okazuje, nie tylko ma ona problemy z nawiązaniem znajomości, do tego jest ona pośmiewiskiem całej akademii. Czego dziewczyna nie wzięła pod uwagę to fakt, że jako jedyna uczennica nie posiada ona żadnych zdolności walki wręcz. Rin uświadamia sobie, że będzie ona się musiała postarać, żeby utrzymać swoje miejsce w akademii. 

+++

"The Poppy War" jest zdecydowanie nietuzinkową powieścią fantasy. Ma ona w sobie wszystko, czego dotychczas brakowało mi w typowych książkach młodzieżowych. Ma ona silną główną bohaterkę, motyw szkoły wojskowej i interesujące nawiązanie do szamanizmu. 

Po pierwsze, bardzo spodobał mi się motyw z szamanizmem i bogami. Myślę, że dodał on trochę więcej fantastyki tej pozycji i urozmaicił sam motyw akademii wojskowej. Podobało mi się również w jaki sposób można było osiągnąć tę moc i jak można było połączyć się z bogami. W tej kwestii autorka naprawdę mi zaimponowała. 
Co do fabuły, podobało mi się jak nagle zmieniła ona swój kierunek, chociaż muszę przyznać, że było to trochę zbyt szybkie jak na mój gust. Na jednej stronie czytałam o jednych wydarzeniach,a na drugiej BAM, wszystko zmieniło się o 180 stopni. Nie uważam, że jest to złe posunięcie, ale autorka mogła trochę te sekwencje rozbudować, żeby czytelnik mógł się bardziej przygotować na nadchodzące wydarzenia.
Co również mnie zachwyciło to opisy walki, które były niesamowicie dokładne. Kuang  nie bała się użyć brutalniejszego języka, gdy opisywała co poniektóre sekwencje. Jest to rzecz, której brakowało mi ostatnio w książkach fantasy. Po niezliczonych ilościach przesłodzonych, pełnych romansów młodzieżowych książek fantastycznych, czytanie o tym jak flaki latają na lewo i prawo sprawiło mi nie lada przyjemność. I może brzmi to dość dziwnie, ale lubię jak sceny bitwy są dobrze opisane :). 
Tak samo jak fabuła, tak i styl pisania R. F. Kuang jest dość.... szorstki. "The Poppy War" zaczęłam po tym, jak skończyłam czytać "The Name of the Wind" i w porównaniu z niemal liryczną prozą Rothfussa, styl pisania Kuang jest zdecydowanie przeciwieństwem autora "Imienia wiatru"Adekwatnie do powieści jest on prosty, zwięzły i na temat. Autorka nie zawraca sobie głowy przesadnie słodkim opisaniem wydarzeń. Raczej ukazuje świat takim jakim jest. Szorstki, brutalny i niebezpieczny. Dodało to powieści kolejnego uroku, dzięki któremu, można było przenieść się do oblężonych, XX-wiecznych Chin. 
Tak, wiem, jak na razie opisuję tę książkę w samych superlatywach, ale uwierzcie mi, że uważam, że jest to naprawdę bardzo dobry debiut autorki. 
Nie tylko baza książki została dobrze przemyślana i wykonana, ale również bohaterowie. Każdy z nich jest inny i dodaje coś od siebie tej powieści. Bardzo polubiłam postać jednego z mistrzów w Sinegardzie, ponieważ swoją postawą przypominał mi trochę mistrza Elodina z "The Name of the Wind". Był on zdecydowanie postacią, która wyróżniała się w tłumie i podobnie jak Elodin, tak i Jiang był tym wyrzutkiem na kampusie, o którym każdy się zastanawiał, co właściwie tutaj robi. Myślę, że jego postać dodała trochę koloru tej powieści. 
Co do głównej bohaterki...Niestety sama postać Rin nie przypadła mi do gustu. Na początku powieści podobało mi się, że jest ona silną kobietą, która nie pozwoli sobą dyrygować. Jednak z biegiem czasu ten jej zapał stał się bardzo irytujący. Stała się ona chciwa, chciała być najlepsza ze wszystkich i osiągnąć pozaziemskie moce tylko dla siebie. Jak się jej mówiło, że ma czegoś nie robić, to się upierała, że to zrobi i na odwrót. Do czego zmierzam to to, że była ona postacią strasznie niezdecydowaną, która potajemnie chciałaby rządzić całym światem i strasznie mnie to irytowało. Ponieważ uważam, że jeżeli zdecydowała ona by się na jedną z decyzji, byłabym w stanie ją bardziej tolerować. Jednak przez te jej niezdecydowanie i parcie na władzę, była ona po prostu strasznie irytująca. 
Również jej związek (nie romantyczny) z innym bohaterem strasznie mnie irytował, ponieważ o ile przez 2/3 książki nie pozwalała sobą pomiatać, o tyle kiedy on się zjawił stała się ona jego pieskiem na posyłki i workiem treningowym. Nie rozumiałam dlaczego autorka aż tak bardzo zmieniła postać z "nikt nie będzie mną rządzić" na "on mnie rozumie, muszę się go słuchać...".

Pomijając te dwa mankamenty, książka jest naprawdę wciągająca i niezwykle interesująca.
Wiem, że niektórzy nie byliby wstanie przebrnąć przez książkę, jeżeli nie lubiliby głównej bohaterki/głównego bohatera, ale tak szczerze, to nawet nie zwracałam na to uwagi, ponieważ byłam tak zachwycona światem wykreowanym przez Kuang. 
Myślę, że powieść ta zachwyci każdego fana fantastyki, pod warunkiem, że ma on silne nerwy i nie odrażają go opisy scen walki lub gwałtu. 

wtorek, sierpnia 14, 2018

#4 "HISTORIA PSZCZÓŁ'' - MAJA LUNDE

#4 "HISTORIA PSZCZÓŁ'' - MAJA LUNDE

 ''Historia pszczół" autorstwa Mai Lunde opowiada przepiękną historię o rodzicach i ich relacjach z potomstwem. Jest to zarówno historia o pszczołach  i ich wpływie na rozwój życia całego społeczeństwa.

 Żadne z nas nigdy nie zastanawiało się, co by się stało, gdyby pewnego dnia zabrakłoby pszczół. Ba, ja sama nigdy dogłębnie się nad tym nie zastanawiałam, przyznam się bez bicia. Jednak po przeczytaniu "Historii pszczół" spojrzałam na tę całą sprawę, z trochę innej perspektywy. Poniekąd, jeżeli doprowadzimy do śmierci pszczół, umrzemy my sami. W końcu są one głównymi producentami naszej żywności.

Książka podzielona jest na trzy części. Czytamy o historii trzech generacji, każda z tych osób zmaga się z problemami rodzicielskimi i stara się przekazać swoją wiedzę i dziedzictwo na temat pszczół swoim jakże niezainteresowanym tym tematem potomkom. Każda z tych osób mieszka również na innym kontynencie.

Pierwsze wydarzenia rozgrywają się w Anglii w 1857 roku. Nasz bohater, William, to ojciec gromadki dzieci, mąż i właściciel sklepu z nasionami.  Jego marzeniem było zostanie naukowcem przyrodnikiem. Jednak wydarzenia losu sprawiły, że musiał on zrezygnować z kariery i podjąć się pracy, która pomogłaby mu wyżywić rodzinę. Zdesperowany nie widzi dalszego sensu w życiu i nie wie jak ma stanąć na nogi i dalej żyć.
Druga część książki rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku. Pszczelarz George prowadzi rodzinny biznes i ma nadzieję, że jego syn zrezygnuje ze studiów i podejmie się pracy przy ulach, by móc kontynuować tradycję rodzinną. Problemy rodzinne George'a nie są jednak jego jedynym zmartwieniem. Na południu kraju nagle zaczynają umierać pszczoły. Czy będzie on w stanie uchronić się przed dotarciem plagi na północne tereny Stanów?
Trzecie wydarzenia książki dotyczą kobiety imieniem Tao, która wraz z mężem i synkiem mieszka w Chinach w 2098 roku. Kobieta całymi dniami pracuje na polach i ręcznie zapyla drzewa, aby później mogły wyrosnąć na nich owoce. Pewnego dnia gdy Tao wraz z rodziną udaje się na piknik, jej syn odchodzi za daleko i zostaje znaleziony nieprzytomny. Zostaje on zabrany do szpitala i odizolowany od matki. Tao podejmuje się wszelkich starań aby móc odnaleźć syna.

"Historia pszczół" to bardzo ważna opowieść , która w ponadczasowy sposób przedstawia życie ludzi i ich związek z naturą. Od przeszłości po czasy współczesne i aż do przyszłości Lunde demonstruje, co może się wydarzyć jeżeli my ludzie nadal będziemy źle traktować otaczający nas świat. Jednak książka ta uczy nie tylko ostrożności. Pokazuje ona nam także, jak wiele moglibyśmy się nauczyć od pszczół, m. in. współpracy działającej dla dobra ogółu, a nie egoistycznej pracy dla własnego dobra.
"Historia pszczół" porusza tematy, na które rzadko kiedy autor zdecyduje się napisać. Temat z jednej strony tak trywialny i oczywisty, z drugiej strony jednak pokazuje przyszłość, której możemy już niedługo być świadkami.
Kolejnym ważnym punktem, który zostaje poruszony w książce,  jest związek rodzica z dzieckiem. Autorka pokazuje, że nawet na przestrzeni wieków niewiele się zmieniło. Rodzice zawsze będą wiedzieli, co dla ich dzieci jest najlepsze, a dzieci zawsze przeciwko tej przyszłości będą się buntować. Muszę przyznać, że bardzo irytowała mnie postawa George'a, który za wszelką cenę próbował odwieść syna od studiów, żeby namówić go do pracy przy ulach. Nie mogłam już momentami czytać, o tym jak jego syn marnuje ich pieniądze na edukacje, skoro powinien pracować razem z nim na polach...
Warsztat pisarki Mai Lunde jest bardzo przyjemny dla oka, książkę czyta się szybko a rozdziały są bardzo krótkie, co z mojej strony jest kolejnym plusem dla autorki, ponieważ nie lubię jak rozdziały są niepotrzebnie rozciągnięte na x stron.
Jest to książka zdecydowanie specyficzna na swój sposób, ale bardzo interesująca. Pozwala spojrzeć na pewne rzeczy z innego punktu widzenia i zmusza czytelnika do głębszych refleksji.

Osobiście nie mogę się doczekać, aż sięgnę po drugą powieść autorki w tej serii.


wtorek, lipca 24, 2018

#2 "THE SEVEN HUSBANDS OF EVELYN HUGO" - TAYLOR JENKINS REID

#2 "THE SEVEN HUSBANDS OF EVELYN HUGO" - TAYLOR JENKINS REID

Sięgając po tę książkę nie byłam pewna czego się spodziewać. Wiedziałam tyle tylko, że jest to fikcyjna historia o słynnej aktorce Hollywoodu z lat 50. i jej siedmiu mężach. . Chciałam się oderwać przy lekkiej lekturze. Myślę, że był to najlepszy wybór jaki mogłam wtedy podjąć.

Jak sam tytuł mówi, powieść "The seven husbands of Evelyn Hugo" opowiada historię życia słynnej aktorki, skupiając się głównie na jej życiu miłosnym i jej siedmiu małżeństwach.
Książka jest też częściowo historią młodej dziennikarki, Monique Grant, która nie wiedzieć dlaczego została wybrana przez samą Evelyn Hugo, aby wykonała przełomowe zadanie i jako pierwsza w historii spisała jej biografię. Dziewczyna jest zaskoczono, że to właśnie ona została wybrana do tego zadania, zwłaszcza, że nie jest ona znana w swojej branży, ani też nie posiada wysokiego stanowiska w wydawnictwie, w którym pracuje. Później dowiadujemy się, że wybór jaki podjęła Evelyn wcale nie był taki przypadkowy i możliwe, że te dwie kobiety mają ze sobą coś wspólnego.

Tyle z opisu fabuły, bo szczerze nie wiem, w jaki sposób mam opisać tę książkę. Powiem jednak, że czyta się ją względnie szybko (ja pochłonęłam ją w jeden dzień). Historia Evelyn Hugo, wschodzącej gwiazdy kina, porywa czytelnika w niesamowity świat Hollywoodu i siłą woli czytelnik zostaje wciągnięty w codzienny dramat z życia aktorki. Dowiadujemy się jak to się stało, że została ona aktorką, ile musiała poświęcić, co musiała zrobić, żeby stać się osobą, którą jest. Poznajemy również prawdę, o jej siedmiu małżeństwach oraz o jedynej prawdziwej miłości Hugo, na której tak naprawdę opiera się cały wątek książki. Pozycja ta bardzo mocno skupia się również na motywie LGBTQ+, jako że nasza główna bohaterka jest biseksualna. Plusa autorka książki dostaje także ode mnie za różnorodność, którą cała książka jest naznaczona.

Muszę przyznać, że sięgając po "Seven husbands of Evelyn Hugo" spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że będzie to zwykła historia, o jakiejś tam aktorce, która dramatycznie zmieniała mężów jak rękawiczki. Jednak  element LGBTQ+  był pozytywnym zaskoczeniem. Zdecydowanie dał on powieści trochę charakteru.
Co do tajemnicy, o której wspomniałam na samym początku, niestety ale już w połowie książki się domyśliłam, dlaczego Hugo wybrała właśnie Monique Grant jako swojego biografa i trochę zepsuło mi to zakończenie, ponieważ zamiast olśniewającego "Aaa" było "Pff, wiedziałam, że o to chodzi".

To, że domyśliłam się zakończenia książki dość szybko, nie zepsuło mi frajdy z czytania o życiu słynnej Evelyn Hugo. Strony wręcz przewracały się same, a ja nawet nie zauważyłam kiedy książka się skończyła. Jest to jedna z lepszych powieści obyczajowych jakie przeczytałam.
Copyright © 2016 Zagraniczna biblioteka , Blogger