Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/5. Pokaż wszystkie posty
niedziela, kwietnia 14, 2019
sobota, grudnia 08, 2018
#13 "DOBRY OMEN" - TERRY PRATCHETT / NEIL GAIMAN
Tytuł: Dobry Omen
Autorzy: Terry Pratchett / Neil Gaiman
Wydawnictwo: Prószyński i Ska
Ilość stron: 412
Ocena: 2/5
Neil Gaiman jest jednym z moich ulubionych autorów. Uważam, że jego proza jest wprost zniewalająca, a sposób w jaki potrafi on budować światy magiczny. Gdy dowiedziałam się, że na podstawie książki "Dobry Omen", która jest współtwórczym dziełem Terriego Pratchetta i Neila Gaimana wyjdzie w przyszłym roku serial, byłam zdeterminowana, żeby po pozycję sięgnąć. W końcu to Gaiman (częściowo), więc książka musi być dobra! Cóż, niestety nie do końca tak było...
"Dobry Omen" to książka, która przedstawia proroctwa Agnes Nutter, która była jedyną wiarygodną wieszczką. Na podstawie tychże proroctw Agnes przepowiada koniec świata, który nastąpić ma w następną sobotę po kolacji. Siły Nieba i Piekła przygotowują się do wojny, a ich przedstawiciele - Crowley i Azirafal - starają się zapobiec temu wydarzeniu. Zadaniem tych dwóch jest nie tylko zatrzymanie Czterech Jeźdźców Apokalipsy, ale również, zabicie Antychrysta: 11-letniego Adama.
***
Z żalem muszę stwierdzić, że jak na razie była to jak dotąd najgorsza przeze mnie przeczytana książka Gaimana. Na twórczości Pratchetta nie znam się w ogóle i trudno jest mi stwierdzić na ile pisana przez niego część miała wpływ na mój proces czytelniczy.
Książka ta, według mnie, jest napisana dość chaotycznie. Fabuła, która po części jest oczywista, była również bardzo myląca. Autorzy wprowadzili wielu różnych bohaterów, którzy przedstawiali wydarzenia z równych perspektyw. Nie potrafiłam do końca wczuć się w powieść, ponieważ co chwilę zastanawiałam się, kim są ci bohaterowie i jaki mają wpływ na rozwój fabuły. Jeżeli jesteśmy przy omawianiu bohaterów, to niestety byli oni według mnie dość przeciętni. Nie zżyłam się z żadną postacią i nie obchodziły mnie ich losy. Ponownie, uważam, że autorzy wprowadzili ich za dużo. Być może był to celowy zabieg, który miał na celu wprowadzenie czytelnika w ten chaotyczny stan, który panuje tuż przed Apokalipsą. Niestety nie podziałało to na mnie...
Również akcja sama w sobie nie była zachęcająca. O ile w miarę podobała mi się pierwsza część powieści, o tyle miałam niesamowite problemy z jej dokończeniem. Była ona najzwyczajniej w świecie nudna! Walczyłam ze sobą, żeby nie przeskakiwać fragmentów książki, jednak było to wręcz niemożliwe. Po czasie przyłapałam się na tym, że zaczęłam czytać same dialogi. Nie rozumiem dlaczego, ale książka kompletnie do mnie nie przemówiła i błagałam, żeby skończyła się jak najszybciej.
Chociaż nie mam nic do zarzucenia stylowi pisania autorów, który był prosty i nieskomplikowany, po czasie zaczęły mnie irytować na siłę przesadzone humorystyczne dialogi. Autorzy starali się utrzymać tę powieść w lekkim, humorystycznym stylu, jednak ja po czasie byłam tym znużona.
Jestem bardzo zawiedziona, że nie spodobała mi się ta powieść. Jednak jak wiadomo, nie wszystko każdemu musi się podobać i chociaż nie wierzyłam w to, że cokolwiek co wyszło spod pióra Neila Gaimana mogło być złe, jednak takie być mogło i "Dobry Omen" jest na to przykładem.
sobota, października 20, 2018
#9 "JAK ZATRZYMAĆ CZAS" - MATT HAIG
Ilość stron: 426
Gatunek: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Zysk i Ska
Ocena: 2/5
"Jak zatrzymać czas" to historia 41-letniego Toma Hazarda, który cierpi na pewną dolegliwość, a mianowicie, nie starzeje się w normalnym tempie. Widzicie, pomimo, że Tom wygląda na czterdzieści lat, w rzeczywistości żyje on od ponad czterystu. Brał on udział w najważniejszych wydarzeniach historycznych i poznał takie sławy jak Shakespeare czy Fitzgerald. Zaczynając swoje kolejne życie jako inna osoba, postanawia on wcielić się w rolę nauczyciela historii w londyńskim gimnazjum. Uważa on, że w ten sposób zapomni on o tym kim jest i będzie mógł prowadzić normalne życie jak reszta ludzi.
Jednak, Tom czuje się co raz bardziej znużony życiem. Bardzo dawno temu stracił miłość swojego życia, Rose, i jedyne, co przytrzymuje go przy życiu to obietnica, którą jej złożył na łożu śmierci. Tom obiecał, że za wszelką cenę odnajdzie ich córkę, Marion.
"Jak zatrzymać czas" to jedna z tych powieści, które miały potencjał stania się czymś dobrym, ale zrezygnowały z tej szansy.
Styl pisania Matta Haiga nie jest ani zły, ani wybitny, a książka sama w sobie jest dość przeciętna.
Zacznijmy od tego, że główny bohater cały czas wspomina swoją pierwszą miłość i ubolewa nad tym, jak beznadziejne jest jego życie bez niej, jednak już na pierwszych stronach zakochuje się w ledwo co poznanej kobiecie. Nie wie on nic na jej temat, oprócz tego, że jest ona jego koleżanką po fachu, bo uczy w tej samej szkole co on. Ukazuje się nam wewnętrzne rozdarcie bohatera, między przeszłością, a teraźniejszością, ponieważ Tom nie potrafi zapomnieć o swoim dawnym życiu.
Następnie, uważam, że bohaterowie byli dość słabo zakreśleni. Dowiadujemy się, że Tom na przestrzeni wieków nabył wiele umiejętności, jak granie na wielu instrumentach. Jednak, pomimo faktu, że przeżył on tyle lat, jest on dość nijaką postacią. Nie interesowało mnie to, jak ta historia się dla niego skończy.
W "Jak zatrzymać czas" autor skacze w czasie między rozdziałami, tzn. jeden rozdział opowiada o wydarzeniach z teraźniejszości, a inny przedstawia przeszłość Toma. Czego nie potrafiłam zrozumieć, to to, że podczas opisywania przeszłości, autor opisywał różnego rodzaju spotkania Toma z wielkimi osobowościami takimi jak Shakespeare, Kapitan Hak czy F. S. Fitzgerald. Wydarzenia te nie miały najmniejszego wpływu na przebieg historii i według mnie pełniły rolę "zapchaj dziury". Autor nie wiedział, co pisać, więc wepchnął różne, ważne dla historii postaci, aby móc jakoś zapełnić strony. Zrozumiałabym, gdyby nasz główny bohater w pewien sposób przyczynił się do pewnych wydarzeń, które wystąpiłyby na skutek spotkania z wyżej wymienionymi osobami. Jednak ich jedynym celem było picie alkoholu.
Chciałabym uwzględnić jeszcze więcej argumentów, dlaczego lektura ta, choć lekka, nie wywarła na mnie większego wrażenia. Jednak gdy opowiem więcej, narażę się na wydanie fabuły, a wiem, że są osoby, które tej pozycji jeszcze nie czytały.
Niemniej jednak, "Jak zatrzymać czas" Matta Haiga, nie była powieścią odkrywczą. Pomysł być może był ambitny, jednak z czasem książka stała się przewidywalna i momentami głupia. Nie uważam, żeby wniosła ona coś nowego do świata literatury.
"Jak zatrzymać czas" to jedna z tych powieści, które miały potencjał stania się czymś dobrym, ale zrezygnowały z tej szansy.
Styl pisania Matta Haiga nie jest ani zły, ani wybitny, a książka sama w sobie jest dość przeciętna.
Zacznijmy od tego, że główny bohater cały czas wspomina swoją pierwszą miłość i ubolewa nad tym, jak beznadziejne jest jego życie bez niej, jednak już na pierwszych stronach zakochuje się w ledwo co poznanej kobiecie. Nie wie on nic na jej temat, oprócz tego, że jest ona jego koleżanką po fachu, bo uczy w tej samej szkole co on. Ukazuje się nam wewnętrzne rozdarcie bohatera, między przeszłością, a teraźniejszością, ponieważ Tom nie potrafi zapomnieć o swoim dawnym życiu.
Następnie, uważam, że bohaterowie byli dość słabo zakreśleni. Dowiadujemy się, że Tom na przestrzeni wieków nabył wiele umiejętności, jak granie na wielu instrumentach. Jednak, pomimo faktu, że przeżył on tyle lat, jest on dość nijaką postacią. Nie interesowało mnie to, jak ta historia się dla niego skończy.
W "Jak zatrzymać czas" autor skacze w czasie między rozdziałami, tzn. jeden rozdział opowiada o wydarzeniach z teraźniejszości, a inny przedstawia przeszłość Toma. Czego nie potrafiłam zrozumieć, to to, że podczas opisywania przeszłości, autor opisywał różnego rodzaju spotkania Toma z wielkimi osobowościami takimi jak Shakespeare, Kapitan Hak czy F. S. Fitzgerald. Wydarzenia te nie miały najmniejszego wpływu na przebieg historii i według mnie pełniły rolę "zapchaj dziury". Autor nie wiedział, co pisać, więc wepchnął różne, ważne dla historii postaci, aby móc jakoś zapełnić strony. Zrozumiałabym, gdyby nasz główny bohater w pewien sposób przyczynił się do pewnych wydarzeń, które wystąpiłyby na skutek spotkania z wyżej wymienionymi osobami. Jednak ich jedynym celem było picie alkoholu.
Chciałabym uwzględnić jeszcze więcej argumentów, dlaczego lektura ta, choć lekka, nie wywarła na mnie większego wrażenia. Jednak gdy opowiem więcej, narażę się na wydanie fabuły, a wiem, że są osoby, które tej pozycji jeszcze nie czytały.
Niemniej jednak, "Jak zatrzymać czas" Matta Haiga, nie była powieścią odkrywczą. Pomysł być może był ambitny, jednak z czasem książka stała się przewidywalna i momentami głupia. Nie uważam, żeby wniosła ona coś nowego do świata literatury.
wtorek, lipca 31, 2018
#3 "KIRKE" - MADELINE MILLER CZYLI NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE TEGO ROKU
Bardzo długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Za sobą mam już trzy nieudane próby i za każdym razem miałam ten sam problem. Nie wiem jak mam opisać tę książkę. I nie chodzi o to, że jej fabuła jest tak kompleksowo rozbudowana. Wręcz przeciwnie, pozycja ta jest nudna jak flaki z olejem i opisanie i zrecenzowanie jej prawdopodobnie udałoby mi się w dwóch zdaniach. Jednak chcę się postarać wytłumaczyć, dlaczego uważam, że "Kirke" jest największym rozczarowaniem tego roku.
Cala fabuła oparta jest na mitologii greckiej. Mamy tutaj do czynienia z Heliosem, Zeusem, Ateną ale również Dedalem, Odyseuszem czy Penelopą. Więc jeżeli mieliście tak jak ja nadzieję, że z książki dowiecie się czegoś więcej o mitologii greckiej niż ze szkolnych podręczników, muszę was rozczarować. Madeline Miller oparła wprawdzie swoją książkę na słynnych mitach o Dedalu i Ikarze czy o Odyseuszu i jego tułaczce. Niestety żaden z nich nie jest w jakikolwiek sposób rozwinięty, są one zaledwie podstawą historii, którą Miller sama dopowiada.
Naszą główną bohaterką jest tytułowa Kirke, postać raczej drugorzędna. Gra ona na przykład rolę w tułaczce Odyseusza, gdy ten po powrocie z wojny trojańskiej wraca do domu i zatrzymuje się na zamieszkiwanej przez Kirke wyspie, Ajaji.
Kirke, jako córka tytana, Heliosa i nimfy, zawsze była wyśmiewana. Nikt nigdy nie widział w niej bogini, a tym bardziej córki boga słońca. Była ona niezdarna, brzydka i słaba, ze zbyt wielkim zainteresowaniem ludźmi. W końcu ludzie służyli tylko po to, aby składać ofiary bogom. Jednak Kirke nie chciała nigdy być chwalona. Chciała się zamiast tego zaprzyjaźnić z ludźmi. Jednego dnia poznaje rybaka Glaukosa, w którym zakochuje się bez pamięci. Aby móc być z nim na zawsze przemienia go za pomocą magicznych kwiatów w boga. Jednak ten, po tym jak ziele ujawnia jego prawdziwe oblicze, izoluje się od Kirke i zaczyna zaprzyjaźniać się z innymi bogami. Kirke nadal ma nadzieje, że Glaukos ją pokocha i poślubi, jednak on na swoją żonę wybiera piękną nimfę Scyllę. Zazdrosna Kirke używa tych samych kwiatów, które użyła do przemiany Glaukosa i zamienia Scyllę w potwora morskiego, którego znamy z mitów. Za ten czyn zostaje ona wygnana na wyspę Ajaja, gdzie ma spędzić resztę swojego marnego życia.
Tutaj poznajemy Hermesa, pierwszego kochanka Kirke, następnie Dedala, a na końcu Odyseusza. Jednak.... pomimo powiązania do tylu mitów, w książce nic się nie dzieje. Cała powieść opiera się na tym, jak Kirke siedzi na wyspie i zbiera zioła, robi wywary, karmi zwierzęta i marudzi jaka jest samotna. Oczy mi się wywracały, głównie z niedowierzania, jak naiwna i głupia ta bohaterka jest. Miałam nadzieję, że Miller stworzy silną i niezależną kobietę, która będzie znała swoje wartości i nie pozwoli sobie na żadne znieważenie. Natomiast Kirke cały czas popełnia te same błędy, nie rozwija się jako postać i jest po prostu najzwyczajniej w świecie nijaka.
Nie potrafię opisać, jak bardzo zawiodłam się na tej książce. Jednak też jestem zła na siebie, że wpadłam w typową pułapkę marketingową. Oczy widziały dookoła piękną oprawę, a uszy słyszały same superlatywy na temat tej książki. Nic dziwnego, że chciałam ją tak bardzo przeczytać. Myślałam jednak, że będzie to coś więcej niż historia o marudnej wiedźmie z Ajaji, która zazdrości wszystkim wszystkiego, ale sama nie potrafi zawalczyć o swoje.
Sam pomysł na wykonanie książki był zdecydowanie dobry, podobało mi się jak klimatyczna była powieść, jednak to, co ściągnęło ją na dno, była postać Kirke, która była kotwicą tej historii.
Niestety nie mogę dać tej powieści więcej niż 2/5*.
