niedziela, grudnia 16, 2018

BEST OF 2018, CZYLI ZESTAWIENIE NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK 2018 ROKU.

BEST OF 2018, CZYLI ZESTAWIENIE NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK 2018 ROKU.

Układając listę najlepszych książek tego roku, zdałam sobie sprawę, że o ile ten czytelnicz rok nie był kompletną katastrofą, to niestety, nie przeczytałam aż tylu książek, które byłyby warte zapamiętania. Z 57 przecztanych książek udało mi się zebrać do kupy raptem 8, które moim zdaniem, warte są wspomnienia. Większa część tych książek jest też powieściami fantasy (kogo to dziwi, bo mnie nie) i tylko trzy z nich należą do innego gatunku. 

Z gatunku fantasy, który jest tegorocznym zwyciężcą zebrałam 5 najlepszych książek, które w tym roku przeczytałam. Wśród nich znajdują się: 

1. "The name of the wind" // Patrick Rothfuss - zdecydowanie najlepsza powieść fantasy, jaką w tym roku przeczytałam. Nie było w tej powieści niczego, co by mi się nie podobało. Styl pisania Rothfussa należy do jednych z najpiękniejszych jakie w życiu czytałam. Zdecydowanie muszę sięgnąć po drugi tom w przyszłym roku!

2. "Elantris" // Brandon Sanderson - w końcu odważyłam się sięgnąć po Sandersona i się nie zawiodłam! Jestem oczarowana magią "Elantris" i skoro jest to debiut autora, to nie mogę się doczekać aż sięgnę po jego nowsze powieści. Zdecydowanie mogę śmiało powiedzieć, że Brandon Sanderson zostanie moim nowym ulubionym autorem fantasy i to jego powieściom dedykuję następny rok. 

3. "The poppy war" // R. F. Kuang - zastanawiałam się, czy powinnam dodawać tę pozycję na listę najlepszych książek tego roku. Moim zdaniem, o ile książka ta była ciekawa i jak na debiut naprawdę dobra, to niestety nie była idealna. Podobało mi się to, jak drastyczna i "szorstka" ta powieść jest. Autorka zdecydowanie nie obijała w bawełnę i sceny walki opisywała ze staranną dokładnością. Jednak jakoś w ostatniej części powieści główna bohaterka zaczęła grać mi na nerwach. Jej obraz zmienił się o 180 stopni i z tego też powowdu nie mogłam obdarować "The poppy war" pięcioma gwiazdkami. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że książka ta jest dobra i zdecydowanie jedna z lepszych jakie w tym roku przeczytałam! 

4. "The muse of nightmers" // Laini Taylor - czyli magiczna konkluzja "Marzyciela". Tak samo jak w przypadku powieści R. F. Kuang tak i tutaj czegoś mi brakowało. Taylor przedstawiła świat Lazlo z innej perspektywy i dodała parę nowych bohaterów, co nie do końca mi odpowiadało. Nie mogłam w stu procentach wczuć się w powieść, a przez pierwsze 300 stron nic tak naprawdę się nie działo. Jednak znowu, biorąc pod uwagę książki jakie w tym roku przeczytałam "Muza koszmarów" zdecydowanie zalicza się do tych najlepszych. 

5. " Nigdziebądź" // Neil Gaiman -  na sam koniec postanowiłam dodać Gaimana do tej kolekcji. Jak już wiecie jestem wielką fanką twórczości tego pana i "Nigdziebądź" podobało mi się zdecydowanie najbardziej. Gaiman jest autorem, który zamiast skupiać się na rozwoju bohaterów, tworzy przepiękne magiczne światy. Tak też było i tym razem. Zestawienie dwóch Londynów i możliwość zajrzenia do obydwu z nich było niesamowitym przeżyciem. 

Następna kategoria/ kategorie to powieść historyczno - obyczajowa. Tutaj wymienić mogę: 

6. "Słowik" // Kristin Hannah - powieść, która zdecydowanie skradła moje serce w tym roku. Piękna historia o dwóch siostrach, które na swój własny sposób starają się nie tylko przeżyć wojnę, ale również coś do niej wnieść. Krisitn Hannah zdecydowanie wie, jak złapać człowieka za serce. Jedna z najpiękniejszych powieści historycznych nie tylko tego roku, ale wszechczasów!

7. "The seven husbands of Evelyn Hugo" // Taylor Jankins Reid - powieść, do której podchodziłam dość sceptycznie. Jeszcze nie tak dawno krążył wokół niej niesamowity hype, a ja będąc mną nie byłam pewna, czy książka jest faktycznie tak dobra. Jednak po dłuższym czasie skusiłam się i powiem szczerze, że owszem książka jest dobra, jednak nie aż tak jak wszyscy uważają. Powieść nie wzruszyła mnie do łez jak resztę społeczności booktube'a, a tajemnica, która została wyjawniona na końcu powieści była, według mnie, dość przewidująca. Jednak, czytając "The seven huusbands..." dziwnie nie potrafiłam odłożyć książki na bok. Czułam się zżyta z Evelyn i chciałam dowiedzieć się więcej o jej życiu. Z tego właśnie powodu książka trafiła na tą listę. Pomimo swoich wad, potrafiłam wczuć się w postać i z nią w pewien sposób połączyć. 

I na sam koniec zostawiłam klasykę, czyli:

8. "Zbrodnia i kara" // Fiodor Dostojewski - książka, na której wiedziałam, że się nie zawiodę. Uważam, że rosyjska literatura ma w sobie to coś, co pozwala nam przenieść się w czasie. Piękna historia o ty, że każdy nasz czyn ma konsekwencje, a wyrzuty sumienia, które temu towarzyszą mogą nas zabić od środka. 

Oto całe moje zestawienie. A jak prezentuje się Wasza lista najlepszych książek 2018 roku?

sobota, grudnia 08, 2018

#13 "DOBRY OMEN" - TERRY PRATCHETT / NEIL GAIMAN

#13 "DOBRY OMEN" - TERRY PRATCHETT / NEIL GAIMAN

Tytuł: Dobry Omen
Autorzy: Terry Pratchett / Neil Gaiman
Wydawnictwo: Prószyński i Ska
Ilość stron: 412
Ocena: 2/5

Neil Gaiman jest jednym z moich ulubionych autorów. Uważam, że jego proza jest wprost zniewalająca, a sposób w jaki potrafi on budować światy magiczny. Gdy dowiedziałam się, że na podstawie książki "Dobry Omen", która jest współtwórczym dziełem Terriego Pratchetta i Neila Gaimana wyjdzie w przyszłym roku serial, byłam zdeterminowana, żeby po pozycję sięgnąć. W końcu to Gaiman (częściowo), więc książka musi być dobra! Cóż, niestety nie do końca tak było... 

"Dobry Omen" to książka, która przedstawia proroctwa Agnes Nutter, która była jedyną wiarygodną wieszczką. Na podstawie tychże proroctw Agnes przepowiada koniec świata, który nastąpić ma w następną sobotę po kolacji. Siły Nieba i Piekła przygotowują się do wojny, a ich przedstawiciele - Crowley i Azirafal - starają się zapobiec temu wydarzeniu. Zadaniem tych dwóch jest nie tylko zatrzymanie Czterech Jeźdźców Apokalipsy, ale również, zabicie Antychrysta: 11-letniego Adama. 
***

Z żalem muszę stwierdzić, że jak na razie była to jak dotąd najgorsza przeze mnie przeczytana książka Gaimana. Na twórczości Pratchetta nie znam się w ogóle i trudno jest mi stwierdzić na ile pisana przez niego część miała wpływ na mój proces czytelniczy. 

Książka ta, według mnie, jest napisana dość chaotycznie. Fabuła, która po części jest oczywista, była również bardzo myląca. Autorzy wprowadzili wielu różnych bohaterów, którzy przedstawiali wydarzenia z równych perspektyw. Nie potrafiłam do końca wczuć się w powieść, ponieważ co chwilę zastanawiałam się, kim są ci bohaterowie i jaki mają wpływ na rozwój fabuły. Jeżeli jesteśmy przy omawianiu bohaterów, to niestety byli oni według mnie dość przeciętni. Nie zżyłam się z żadną postacią i nie obchodziły mnie ich losy. Ponownie, uważam, że autorzy wprowadzili ich za dużo. Być może był to celowy zabieg, który miał na celu wprowadzenie czytelnika w ten chaotyczny stan, który panuje tuż przed Apokalipsą. Niestety nie podziałało to na mnie...

Również akcja sama w sobie nie była zachęcająca. O ile w miarę podobała mi się pierwsza część powieści, o tyle miałam niesamowite problemy z jej dokończeniem. Była ona najzwyczajniej w świecie nudna! Walczyłam ze sobą, żeby nie przeskakiwać fragmentów książki, jednak było  to wręcz niemożliwe. Po czasie przyłapałam się na tym, że zaczęłam czytać same dialogi. Nie rozumiem dlaczego, ale książka kompletnie do mnie nie przemówiła i błagałam, żeby skończyła się jak najszybciej. 

Chociaż nie mam nic do zarzucenia stylowi pisania autorów, który był prosty i nieskomplikowany, po czasie zaczęły mnie irytować na siłę przesadzone humorystyczne dialogi. Autorzy starali się utrzymać tę powieść w lekkim, humorystycznym stylu, jednak ja po czasie byłam tym znużona. 

Jestem bardzo zawiedziona, że nie spodobała mi się ta powieść. Jednak jak wiadomo, nie wszystko każdemu musi się podobać i chociaż nie wierzyłam w to, że cokolwiek co wyszło spod pióra Neila Gaimana mogło być złe, jednak takie być mogło i "Dobry Omen" jest na to przykładem. 

niedziela, grudnia 02, 2018

DWA GAIMANY I SANDERSON, CZYLI PODSUMOWANIE LISTOPADA 2018

DWA GAIMANY I SANDERSON, CZYLI PODSUMOWANIE LISTOPADA 2018
Kolejny miesiąc za nami, oraz kolejne podsumowanie. W listopadzie udało mi się przeczytać cztery książki, co odbieram jako sukces, ponieważ byłam pewna, że po skończeniu Sandersona w pierwszym tygodniu miesiąca po nic już nie sięgnę. Na szczęście udało mi się coś tam jeszcze przeczytać.

Jak już wspomniałam na samym początku miesiąca przeczytałam moją pierwszą powieść Brandona Sandersona, "Elantris". Jeżeli jesteście ciekawi moich przemyśleń na temat tej pozycji, to odsyłam Was do pełnej recenzji, którą możecie znaleźć na blogu tutaj. W skrócie powiem, że zakochałam się po uszy w świecie stworzonym przez Sandersona. Jeżeli się nie mylę, to "Elantris" było debiutem pisarza, które dało początek całemu uniwersum Cosmere. I powiem Wam, że jak na debiut, książka była genialna. Ja, będąc ostatnio osobą bardzo krytyczną, nie miałam tej powieści nic do zarzucenia.

Następnie, po prawie dwutygodniowej przerwie zdecydowałam, że wezmę się za kolejną książkę. Ponieważ nie chciałam od razu wypływać na głębokie wody, to sięgnęłam po jeden ze zbiorów opowiadać Neila Gaimana "Dym i lustra". Jak to z opowiadaniami bywa, niektóre były lepsze, a niektóre gorsze. Parę z nich było aż tak dziwnych i, no cóż, odrażających, że nie czytałam ich do końca i przeskakiwałam do następnego opowiadania. Całościowo dałam tej książce 4 z 5 gwiazdek, ponieważ uważam, że (pomijając te opowiadania, które mi nie przypadły do gustu) książka ta była naprawdę dobra.

Powróciwszy do świata czytelników sięgnęłam zainspirowana Gaimanem po jego kolejną powieść. "Dobry Omen" to książka, którą autor napisał wspólnie z Terrym Pratchettem, i którą ja nie mogłam się doczekać aby przeczytać. Niestety, pomimo iż jestem fanką twórczości Neila Gaimana, to książka kompletnie nie przypadła mi do gustu. Linia fabularna była dość chaotyczna, a sami bohaterowie dość przeciętni. W połowie książki nie chciało mi się już jej czytać, ponieważ byłam zwyczajnie znudzona fabułą (lub też jej brakiem).

Na koniec skusiłam się na już tak dobrze wyreklamowaną przez społeczeństwo booktube'a powieść Katherine Arden "Niedźwiedź i słowik". Jej recenzję również znajdziecie na blogu. Powieść zaskoczyłam mnie w pozytywny sposób. Staram się nie sięgać po książki, które są zbyt "wyreklamowane" przez booktuberów, ponieważ uważam, że zazwyczaj ich opinie o takich pozycjach są zbyt wygórowane.Jednak, starając się nie mieć zbyt wysokich oczekiwać w stosunku do tej powieści, zdecydowałam się po nią sięgnąć. Jest to powieść dość odmienna od wszystkich jakie dotąd przeczytałam. Urzekł mnie świat stworzony przez Arden. Podobało mi się również to, że książka ta została oparta na rosyjskim folklorze, ale również, że autorka zwróciła uwagę, na panujący w tamtych czasach podział religijny. Z chęcią przeczytam kolejną część tej trylogii.

Tak oto prezentuje się mój miesiąc czytelniczy. Nie należy on do moich najlepszych, ale jestem szczęśliwa, że udało mi się znaleźć czas, żeby przeczytać chociaż tyle.
Jak wyglądał Wasz listopad? Co ciekawego Wy czytaliście? 

sobota, listopada 24, 2018

#12 "NIEDŹWIEDŹ I SŁOWIK" // KATHERINE ARDEN

#12 "NIEDŹWIEDŹ I SŁOWIK" // KATHERINE ARDEN



Tytuł: Niedźwiedź i słowik
Autorka: Katherine Arden
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 448
Gatunek: Literatura obyczajowa
Ocena: 4/5

Powieść ta opowiada o losach młodej Wasilisy, która wraz z rodziną zamieszkuje tereny na skraju pustkowia Rusi, gdzie zima trwa większość część roku. Wasia wraz z rodzeństwem uwielbia przysłuchiwać się powieściom i legendom opowiadanym im przez ich nianię - Dunię. Dziewczynkę najbardziej fascynuje przypowieść o wielkim królu Mrozie, który porywa nieposłuszne dziewczęta i zbłąkane dusze. 
Po śmierci matki Wasilisy, pewnego dnia jej ojciec wraca do domu z nową żoną - pobożną moskwianką Anną. Nazbyt nabożna macocha zabrania rodzinie, zwłaszcza Wasi, składać ofiary domowym duchom, które od lat strzegły domostwa. Macocha podejmuje sobie za misję zwalczenie pogańskich rytuałów mieszkańców wioski. W między czasie na Ruś spada klątwa - zima jest coraz surowsza, a ludzie zaczynają umierać. Wasia zdaje sobie sprawę, że musi postawić się woli macochy i stanąć w obronie mieszkańców przed nadciągającym złem. 

+++

Pisząc streszczenie fabuły zdałam sobie sprawę, że jest ono trochę kiczowate. Starałam się jak najlepiej ubrać w słowa tę wspaniałą baśń, którą stworzyła Katherine Arden, ale wydawało mi się to z każdym słowem coraz bardziej niemożliwe. "Niedźwiedź i słowik" nie jest tylko jakąś tam powieścią o kolejnej nastoletniej bohaterce, która nagle odkrywa swoje magiczne moce. Jest to piękna historia, która zabiera nas w czasy średniowiecznej Rosji, która wspaniale ukazuje rozłam między pogańskimi wierzeniami, a wiarą chrześcijańską i to w jaki sposób właśnie te pogańskie rytuały starano zniszczyć. Myślę, że powieść ta pięknie obrazuje stare pogańskie wierzenia. Ofiarowywanie darowizn w postaci jedzenia domowym duchom umożliwiało mieszkańcom Rusi spokojne życie, w czasach ciężkich i mroźnych zim, gdzie nie byli oni pewni, czy uda im się tym razem przeżyć. Poprzez pojawienie się Anny i później moskiewskiego popa autorka stara się zobrazować rozłam między dwoma wierzeniami - a dokładniej, że jedno z wierzeń uznaje się za wyższe od drugiego i jako jedyne prawdziwe (uważam to za interesującą asocjacje, którą można nawiązać do współczesnych problemów na podłożu religijnym). 

Oczywiście główna bohaterka - Wasia - musi mieć jakąś specjalną zdolność, jak to na powieść z elementami magicznymi przystało. Otóż ona, tak samo jak jej babka są wiedźmami. Wasilisa zdolna jest widzieć nie tylko domowe duszki, ale też inne pogańskie bożki - jak np. Rusałkę czy Wodnika. Musi ona się z tą zdolnością ukrywać, ponieważ nikt poza nią nie jest zdolnym ich zobaczyć. Do czasu aż we wsi pojawia się jej macocha Anna, która jak się okazuje, też posiada magiczne zdolności, które pozwalają jej widzieć duszki - lub jak ona to interpretuje: szatana. 

Uważam, że postać Wasilisy jest dobrze wykreowana. Poznajemy ją już jako małą dziewczynkę, która wyróżnia się w tłumie nie tylko swoim zachowaniem, ale też sposobem bycia. Od małego nie chce ona wieść życia żony i matki, lecz raczej woli walczyć u boku ojca i braci. Myślę, że ten zabieg sprawił, że polubiłam naszą główną bohaterkę i nie miałam jej nic do zarzucenia. Od samego początku jest ona zawzięta, uparta i pyskata, a do tego inna - z czego doskonale zdaje sobie sprawę. Nie jest ona cichą myszką, która nie wie czego chce, ale upiera się przy swoim pomimo wszystko. Jest ona świadoma swoich decyzji i otaczającego ją środowiska. 

Również świat stworzony przez Arden jest magiczny. Opisy średniowiecznej Rusi są tak dokładne, że czytelnik ma uczucie bycia w danym miejscu i czasie. Podczas czytania czułam się, jakbym była jedną z mieszkanek wsi i brała udział we wszystkich wydarzeniach. 

Podsumowując, "Niedźwiedź i słowik" to piękna powieść, która zawiera w sobie elementy magiczne i w wspaniały sposób przytacza czytelnikowi stare rosyjskie legendy o królu Mrozie jak i również przedstawia pogańskie obrzędy i rytuały, które były odprawiane w czasach średniowiecznych. Nasza główna bohaterka jest świadoma swoich akcji jak i swoich nietypowych zdolności. Jest ona zdecydowana i pewna siebie i wie, co chce osiągnąć. Myślę, że "Niedźwiedź i słowik" jest świetnym wprowadzeniem do trylogii Katherine Arden. 

sobota, listopada 17, 2018

TOP 5 KSIĄŻEK, KTÓRE CHCĘ PRZECZYTAĆ PRZED KOŃCEM ROKU

TOP 5 KSIĄŻEK, KTÓRE CHCĘ PRZECZYTAĆ PRZED KOŃCEM ROKU



To niesamowite, że jeszcze parę tygodni i będziemy mieli koniec roku... Z tej okazji postanowiłam zebrać pięć książek, które chcę koniecznie przeczytać przed końcem roku. Jednak, jeżeli mam być z Wami szczera, to nie jestem pewna, czy uda mi się aż tyle książek do końca roku przeczytać.... Uczelnia zabija mnie pomału od środka i nawet jak mam chwilę wolnego czasu, to jestem zbyt zmęczona żeby czytać. Irytuje mnie to strasznie, ponieważ mam na półkach jeszcze wiele książek, które bardzo chciałabym przeczytać...

Mam jednak nadzieję (jakkolwiek słabą i małą, jednak wciąż ją mam), że do końca roku uda mi się przeczytać chociaż te pięć książek. Nie mam też zamiaru wybierać jakkolwiek ambitnej literatury, ponieważ jeszcze raz, chcę aby ten cel był jak najbardziej realny. 

Zapraszam Was do przeczytania o 5 książkach, które mam nadzieję przeczytać zanim zawita do nas rok 2019. 

1. "The city of brass" // S.A. Chakraborty - tę książkę mam już na swojej półce od paru miesięcy i gdzie nie spojrzę to widzę same pozytywne komentarze na jej temat. Być może jest to jeden z powodów, dlaczego nadal jej nie przeczytałam. Przestałam ufać recenzjom (zwłaszcza tym przesadnie optymistycznym) już jakiś czas temu i po części boję się, że książka nie będzie aż tak fantastyczna jak ją wszyscy malują, a ja znowu będę rozczarowana. 
Jednak głównym powodem, przez który chcę przeczytać "The city of brass" jest to, że na samym początku roku (jakoś w styczniu) wychodzi drugi tom i dobrze by było gdybym mogła po niego sięgnąć, w razie jakby książka ta by mi się spodobała. 

2. "Days of blood and starlight" // Laini Taylor - z tą książką męczę się już od jakiegoś czasu. Na początku roku przeczytałam "Córkę dymu i kości", która bardzo mi się spodobała. Parę miesięcy temu zaczęłam czytać tom drugi...i nadal nie mogę go skończyć. Nie wiem czemu, ale nie potrafię się wgryźć w tę historię. "Córka dymu..." podobała mi się, ponieważ miała ona ten niesamowity klimat i była otoczona nutką magii i tajemnicy. Teraz, gdy ta osłona magii została ściągnięta, a my zostaliśmy wprowadzeni do tego magicznego świata, jakoś nie potrafię wczuć się w historię tak jak w przypadku pierwszej części. Niemniej jednak chciałabym przeczytać tę książkę zanim rok się skończy, ponieważ ciąży ona mi strasznie na sumieniu i nie chciałabym, aby "przeszła" ona na noworoczny stosik. 

3. "Dobry omen" // Neil Gaiman, Terry Pratchett - jeżeli jesteście tu ze  mną od jakiegoś czasu, to pewnie wiecie, że kocham twórczość Neila Gaimana. Dlatego też, kiedy dowiedziałam się, że "Dobry omen" wyjdzie w przyszłym roku na ekrany telewizorów  stwierdziłam, że muszę tę pozycję przeczytać, zanim pojawi się serial. 

4. + 5. "Wieża Jaskółki" i "Pani Jeziora" // Andrzej Sapkowski - Na przestrzeni tego roku czytałam od czasu do czasu książki z serii "Wiedźmina" i bardzo chciałabym zakończyć tę serię przed zakończeniem roku. No i też dobrze byłoby znać historię, zanim pojawi się serial na Netflixie ;) (Chociaż nie pokładam w nim jakiś większych nadziei).

Tak prezentuje się moje zestawienie książkowe do końca roku. Mam nadzieję, że znajdę czas na przeczytanie tych książek, lub chociaż większej ich części i miejmy nadzieję, że nie rozproszę się na widok innych książek. 

A jakie są Wasze plany czytelnicze na koniec roku? Podzielcie się Waszymi stosikami w komentarzach poniżej! :) 

niedziela, listopada 11, 2018

#11 "ELANTRIS" - BRANDON SANDERSON

#11 "ELANTRIS" - BRANDON SANDERSON
Tytuł: Elantris 
Autor: Brandon Sanderson
Ilość stron: 615/660
Wydawnictwo: Gollancz/MAG
Ocena: 5/5 

Elantris kiedyś było piękne. Niegdyś stolica Arelonu, była miastem, w którym mieszkała magia i półbogowie, którzy zostali nią obdarowani. Jednak pewnego dnia, niespełna dekadę temu, coś się zmieniło. Magia znikła, a półbogowie zaczęli przechodzić przemianę, tzw, Shaod. Ich nieskazitelne ciała zaczęły gnić, a oni sami zaczęli stawać się tylko szkieletami tego, kim niegdyś byli. 
Nową stolicą stało się miasto Kae, które znajduje się na tyle blisko, aby przypominać mieszkańcom Arelonu o straconej magii. Pewnego dnia do Kae przybywa księżniczka Sarene, której celem jest polityczne małżeństwo jej z synem króla Arelonu, Raodenem. Jednak na miejscu okazuje się, że przyszły mąż księżniczki zmarł niespodziewanie dzień przed jej przybyciem. Sarene jako niedoszła żona i wdowa stawia sobie za cel walkę o prawa Arelonu i Teodu. Zaczyna ona konflikt z księdzem Hrathenem, który może mieć fatalne skutki dla całego kraju. 

"Elantris" było moim pierwszym spotkaniem z Brandonem Sandersonem. Przez długi czas bałam się sięgnąć po jakąkolwiek książkę tego autora, po pierwsze z racji tego, że jego powieści są obszerne, a po drugie, bałam się, że świat wykreowany przez Sandersona mnie przerośnie. Nic bardziej mylnego. Jest to jedna z najlepszych książek fantasy jakie dotychczas czytałam! 

Zacznijmy jednak od początku. Powieść podzielona jest na trzy części i opowiedziana jest również z trzech różnych perspektyw: księżniczki Sarene, księcia Raodena i księdza Hrathena. Są to główne postaci tej historii, które oprowadzają nas po świecie Elantris. Jestem osobą, która lubi, kiedy w książce pojawia się więcej niż jedna perspektywa, dlatego też było to dla mnie plusem, że mogliśmy wniknąć w myśli bohaterów i spojrzeć na sytuację z trzech różnych stron. Książka ta to jedna wielka wojna, w której przedstawione są trzy różne strategie wojenne. 

W "Elantis" nie było także bohatera, którego bym nie polubiła. Zawsze sceptycznie patrzę na wszystkie księżniczki, które zjawiają się z znikąd z misją, żeby ocalić świat. Jednak Sarene była inna. Nie była ona jak wszystkie królewny, które powalają swoim wyglądem każdego samca na sali, a do tego są najsprytniejsze i najmądrzejsze. Nie, tutaj mamy do czynienia z osobą, która zdaje sobie sprawę z tego, że nie należy do grona pięknych kobiet, a związki Sarene z mężczyznami były czysto platoniczne i miały podłoże polityczne. Jest ona jedną z niewielu żeńskich bohaterek, które zaakceptowałam.
Dalej mamy księcia Raodena, który skradł moje serce. I tutaj zaszło ciekawe zjawisko, ponieważ nigdy nie przeczyłam czegoś takiego jak "książkowy crush/mąż" (wykluczam tutaj Edwarda ze "Zmierzchu" ponieważ był to fenomen przejściowy kiedy miałam 12 lat i nie wiedziałam jeszcze nic o życiu :P). Zawsze wydawało mi się to dziwne, że dziewczyny piszczą na temat książkowych bohaterów, którzy nawet nie istnieją. Jasne, są żeńskie postaci, które mają szczególne miejsce w moim sercu. Jednak one zasłużył sobie na nie ze względu na swoją odwagę i bycie "badass". Nigdy jednak nie odczuwałam tego w stosunku co do męskich postaci. Oni po prostu tam byli, postrzegałam ich jako dekoracje. Cóż, Brandon Sanderson to zmienił. Uwielbiam księcia Raodena i wydaje mi się, że musiałam w takim razie czytać złe książki. Ponieważ postać ta była tak idealna, że aż niemożliwa. 

No i oczywiście nie mogę pominąć romansu, który był idealny! Jest coś, co musicie o mnie wiedzieć: nienawidzę romansów w książkach fantasy. Nienawidzę tych wszystkich trójkątów miłosnych, od nienawiści do miłości i jakże przesadzonych opisów scen miłosnych. Jednak tutaj było to wszystko tak subtelne i tak dobrze wyważone, że nie wierzyłam sama sobie, że faktycznie podoba mi się to co czytam. 

Wiem, że "Elantris"  było debiutem autora i z pewnością jego warsztat pisarski się do tego czasu polepszył, jednak  zaczynając tą fantastyczną przygodę, nie wyobrażałam sobie, że styl pisania Brandona Sandersona jest tak niesamowicie lekki i prosty. Wielu uważa, że autor bardzo wolno się rozkręca i trzeba przebrnąć przez paręset stron, zanim cokolwiek zacznie się dziać. Ja jednak wchłaniałam każde słowo napisane przez Sandersona. Zatapiałam się w tym przez niego stworzonym magicznym świecie. I pomimo tego, że książka ta jest dość długa, czytało mi się ją tak szybko i tak lekko, że nie zwracałam uwagi na ilość stron. Dopóki nie dotarłam do końca powieści. 

Podsumowując, "Elantris" to powieść, która jest nie tylko przepełniona magią, ale która jest również bardzo ukierunkowana politycznie. Świat wykreowany przez Sandersona jest wspaniały i zdecydowanie jest to taki rodzaj uniwersum, z którego ciężko wyjść, po tym jak już raz zobaczyło się jego wspaniałość. Jak na pierwsze spotkanie z tym autorem jestem wniebowzięta i nie mogę  się doczekać, aż zabiorę się za kolejne jego powieści.

sobota, listopada 03, 2018

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE PAŹDZIERNIKA

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE PAŹDZIERNIKA

Październik już za nami, więc wypadałoby podsumować wszystko, co udało mi się przeczytać w tym miesiącu. 

Ubiegły miesiąc był ciekawym miesiącem pod względem czytelniczym. Jeżeli czytaliście relacje z ostatniego miesiąca, to wiecie, że we wrześniu (pomimo 6 przeczytanych pozycji) nie byłam do końca zadowolona z tego, co udało mi się przeczytać. Na szczęście październik był jego przeciwieństwem. Udało mi się przeczytać aż, lub tylko, 5 książek i prawie wszystkie były moim zdaniem pozycjami pięciogwiazdkowymi.

Zapraszam Was na moje podsumowanie czytelnicze października. 

1. "Muse of nightmares" Laini Taylor; fenomenalna konkluzja "Marzyciela", który należy do moich ulubionych powieści wszech czasów. "Muse of nightmares" zabiera nas z powrotem do świata bogów, jednak tym razem Laini Taylor robi to w zupełnie inny sposób. Autorka dokładniej przedstawia nam świat, który istniał, zanim bogowie zostali pokonani. Również styl pisania autorki niezmiennie jest tak samo rewelacyjny i wprost magiczny. 
Mój jedyny problem z tą książką polegał na tym, że pierwsza jej połowa strasznie się przeciągała i dłużyła i prawdziwa akcja zaczęła się dopiero od ok. 300 strony. Nie mam nic przeciwko książkom, które dłużej potrzebują, żeby się rozkręcić. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że jest to ostatnia książka w tej duologii, myślałam, że jej fabuła będzie bardziej rozbudowana i intensywna. 
Ocena: 4.5/5. 

2. "Słowik" Kristin Hannah; ta książka zdecydowanie zasłużyła sobie na miejsce w topce najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Ma ona w sobie wszystko, co potrzebne jest, aby stworzyć wzruszającą i trzymającą czytelnika za serce powieść historyczną. Książka ta, długo po tym jak ją przeczytałam, siedziała mi jeszcze w głowie. Zdecydowanie muszę sięgnąć po "Wielką samotnię", najnowszą książkę tej autorki, ponieważ wydaje mi się, że będzie ona równie zniewalająca jak "Słowik". 
Recenzję "Słowika" znajdziecie na blogu tutaj
Ocena: 5/5. 

3. "Zbrodnia i kara" Fiodor Dostojewski; w końcu, w końcu udało mi się to przeczytać! Nie potrafię uwierzyć, że aż tak długo wstrzymywałam się z przeczytaniem tej powieści, jednak jestem szczęśliwa, że w końcu się za nią zabrałam, ponieważ była ona F E N O M E N A L N A. Jak już pisałam w innym poście, uwielbiam literaturę klasyczną, jednak literatura klasyczna rosyjska, to zupełnie inny świat. Nie potrafię nawet ubrać w słowa swoich emocji, tak fantastyczna była ta książka. Polecam ją każdemu, ponieważ jeżeli jest coś co mogę powiedzieć o literaturze rosyjskiej to to, że na pewno się na niej nie zawiedziecie. 
Ocena: 5/5 

4. "Chrzest ognia" Andrzej Sapkowski; kontynuuję swoją przygodę z Geraltem z Rivii i niestety nadal nie jestem przekonana do książek pana Sapkowskiego. Jak już wielokrotnie wspominałam, historia o Wiedźminie sama w sobie jest bardzo interesująca, aczkolwiek styl pisania autora mnie nie zachwycił. Nie czuję się również przywiązana do tej historii i bohaterów. Nie czytam tych powieści z "wypiekami na twarzy", co sprawia, że pomimo tego, iż historia Geralta z Rivii może jest do pewnego stopnia interesująca, nie jest ona porywająca. Nie chcę urazić żadnych fanów "Wiedźmina" i twórczości Andrzeja Sapkowskiego. Jednak moim zdaniem czegoś w jego powieściach brakuje, co nie do końca pozwala mi się "zatracić" w wiedźmińskim świecie. 
Ocena: 4/5

5. "Gildia magów" Trudi Canavan;  dotarliśmy do najsłabszej pozycji na liście. Nie będę się rozwodzić, na temat tego, co mi się nie podobało w tej książce. Dla zainteresowanych recenzja znajduje się na blogu o tutaj
Było to moje pierwsze spotkanie z panią Canavan i myślę też, że ostatnie. Nie interesuje mnie jak rozwinie się dalej historia w trylogii "Czarnego maga" ani też nie jestem zainteresowana innymi książkami tej autorki. Styl pisania mnie nie zachwycił, bohaterowie byli nijacy a fabuła denna. 
Ocena: 1/5. 

I to już wszystko na dzisiaj! 
Pochwalcie się w komentarzach co ciekawego Wam udało się przeczytać w październiku :) 

Życzę Wam zaczytanego weekendu i do następnej soboty!
Copyright © 2016 Zagraniczna biblioteka , Blogger