sobota, października 27, 2018

#10 "GILDIA MAGÓW" - TRUDI CANAVAN

#10 "GILDIA MAGÓW" - TRUDI CANAVAN

Tytuł: Gildia magów
Autorka: Trudi Canavan
Ilość stron: 511
Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ocena: 1/5

Też tak macie, że kiedy czytacie naprawdę słabą książkę, to albo jesteście źli, za to, że owa pozycja jest zła, albo śmiejecie się z niedowierzania, że coś może być aż tak złe? No cóż, mnie ostatnio przytrafiła się ta druga sytuacja. A mianowicie, parę dni temu skończyłam czytać "Gildię magów" Trudy Canavan i nie mogłam oczom uwierzyć, że książka ta jest aż tak słabo napisana. Co prawda słyszałam tu i tam parę komentarzy o tym jak fantastyczna jest trylogia "Czarnego maga" i książki Canavan w całej swej ogólności. Jednak, nie przywiązałam do tego większej uwagi sięgając po "Gildię magów". Myślę, że gdybym rozwinęła gdzieś w sobie wysokie oczekiwania w stosunku co do tej książki, to myślę, że podczas czytania byłabym zła, zamiast się śmiać. Ponieważ, moi drodzy, ta pozycja składała się jedynie z tropów, które były ułożone jeden na drugim, strona po stronie  - ale do tego zaraz dojdę. 

"Gildia magów" to powieść fantastyczna, która opowiada o 16 - letniej dziewczynie o imieniu Sonea, która po utracie rodziców zamieszkała ze swoim wujostwem. Na początku książki dowiadujemy się, że Sonea powraca do slumsów, miejsca w którym się wychowała, ponieważ musi znaleźć dla siebie i jej opiekunów nowe miejsce zamieszkania. Na miejscu dziewczyna trafia na starych znajomych, którzy proponują jej, aby wybrali się wspólnie na plac główny porzucać w magów kamieniami - ponieważ te nigdy ich nie trafią, ze względu na magiczną osłonę, którą magowie się otaczają. Sonea wkłada całą swoją nienawiść w kamień, który jakimś cudem przelatuje przez barierę. Od tego momentu dziewczyna ucieka przed magami, którzy starają się ją dopaść. 


Napisanie tego streszczenia było bardzo trudne, ponieważ nie chciałam żeby było ono tak płytkie i powierzchowne jak cała ta książka. Niestety, nie udało mi się. 
Jak już wcześniej napomknęłam "Gildia magów" to czysto stereotypowa powieść fantastyczna dla młodzieży, która napakowana jest klasycznymi tropami, typu: biedna nieśmiała dziewczyna odkrywa, że ma magiczne moce, których się wypiera.. 
Przejdźmy najpierw do prozy Canavan, która moim zdaniem, była naprawdę uboga. Styl pisania autorki był niesamowicie prosty, a dialogi, cóż, tak głupie, że aż śmieszne. Podczas czytania zastanawiałam się, czy książka ta nie była debiutem literackim autorki, ponieważ na pewien sposób mogłoby to usprawiedliwić marny kunszt literacki Canavan. 
Jeżeli mówimy o ubogiej prozie, zaznaczę też, że świat wykreowany przez autorkę jest praktycznie nie istniejący. Autorka stara się nakreślić przez siebie wymyślony świat, jednak akcja książki miała miejsce tak naprawdę tylko w dwóch miejscach: miejscach zaciemnionych, których autorka nie musiała jakkolwiek bogato opisywać i w szkole magów (która na ironię, jest opisana w miarę obszernie). 
Pierwsza połowa książki ciągnęła się w nieskończoność i opisywała drogę ucieczki Sonei, która ukrywała  się co rusz w zaciemnionych pokojach czy piwnicach slumsów, po kanałach lub innych tego typu miejscach. Książka w pewien sposób napisana jest z dwóch perspektyw, tak więc, śledzimy nie tylko poczynania Sonei, ale także dowiadujemy się o zamiarach magów. Wielokrotnie autorka starała się zbudować napięcie, ukrywając tożsamość jednego z bohaterów. Niestety jak dla mnie, było to zrobione bardzo chaotycznie. I znowu, ponieważ fabuła powieści była bardzo przewidywalna, nie było mowy o czymś takim, jak element zaskoczenia. Druga część książki to trening Sonei w akademii magów. Jak można sobie łatwo to wyorazić, dziewczyna nie była osobą skorą do współpracy. 
Co do samej postaci Sonei, można powiedzieć, że więcej jej nie było, jak była. Jest to postać, z resztą jak reszta bohaterów, bardzo jednowymiarowa. Canavan zrobiła z niej typową cichą myszkę, która nie wie, czym jest własna opinia na jakikolwiek temat. Co mnie przeraziło to to, jak przerażająco zależna była główna bohaterka od jej męskich towarzyszy. Nie proponowała ona żadnego rozwiązania żadnej sytuacji, tylko czekała, aż któryś z jej znajomych uratuje ją jak jakąś zniewoloną księżniczkę. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak "płaską" postacią. Oczywiście nie można zapomnieć, że urok Sonei w JAKIKOLWIEK sposób wpływał na mężczyzn. Czy to romantyczny, braterski, ojcowski, koleżeński. Zwracała ona uwagę każdego, pomimo tego, że nie robiła nic. 
Podczas czytania książki zdałam sobie także sprawę, że postać Sonei bardzo, ale to bardzo przypominała mi Bellę ze "Zmierzchu". Cicha myszka, która nic nie robi i tylko czeka na ratunek, która upiera się przy swoim, chociaż nie jest pewna, co to dokładnie jest. W pewnym momencie nawet to w jaki sposób Sonea używała swoją moc, przypominało mi to bardzo Bellę i jej wampirskie zdolności. 

Podsumowując, "Gildia magów" to stereotypowa powieść fantasy, która napchana jest przeróżnymi tropami. Powieść ta jest ubogo napisana, ma nieistniejący wyimaginowany świat, a główna bohaterka to szara myszka z wielkimi mocami, która nie posiada własnego zdania na żaden temat. 
Posiadam w mojej biblioteczce kolejne dwa tomy tej trylogii, aczkolwiek jestem pewna, że po nie nie sięgnę. Nie jest to seria dla mnie, a ja nie mam zamiaru się znęcać nad sobą i zmuszać się do czytania tych powieści. 

Ocena: 1/5. 


sobota, października 20, 2018

#9 "JAK ZATRZYMAĆ CZAS" - MATT HAIG

#9 "JAK ZATRZYMAĆ CZAS" - MATT HAIG

Tytuł: Jak zatrzymać czas
Autor: Matt Haig
Ilość stron: 426
Gatunek: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Zysk i Ska
Ocena: 2/5


"Jak zatrzymać czas" to historia 41-letniego Toma Hazarda, który cierpi na pewną dolegliwość, a mianowicie, nie starzeje się w normalnym tempie. Widzicie, pomimo, że Tom wygląda na czterdzieści lat, w rzeczywistości żyje on od ponad czterystu. Brał on udział w najważniejszych wydarzeniach historycznych i poznał takie sławy jak Shakespeare czy Fitzgerald. Zaczynając swoje kolejne życie jako inna osoba, postanawia on wcielić się w rolę nauczyciela historii w londyńskim gimnazjum. Uważa on, że w ten sposób zapomni on o tym kim jest i będzie mógł prowadzić normalne życie jak reszta ludzi. 
Jednak, Tom czuje się co raz bardziej znużony życiem. Bardzo dawno temu stracił miłość swojego życia, Rose, i jedyne, co przytrzymuje go przy życiu to obietnica, którą jej złożył na łożu śmierci. Tom obiecał, że za wszelką cenę odnajdzie ich córkę, Marion.

"Jak zatrzymać czas" to jedna z tych powieści, które miały potencjał stania się czymś dobrym, ale zrezygnowały z tej szansy.
Styl pisania Matta Haiga nie jest ani zły, ani wybitny, a książka sama w sobie jest dość przeciętna.
Zacznijmy od tego, że główny bohater cały czas wspomina swoją pierwszą miłość i ubolewa nad tym, jak beznadziejne jest jego życie bez niej, jednak już na pierwszych stronach zakochuje się w ledwo co poznanej kobiecie. Nie wie on nic na jej temat, oprócz tego, że jest ona jego koleżanką po fachu, bo uczy w tej samej szkole co on. Ukazuje się nam wewnętrzne rozdarcie bohatera, między przeszłością, a teraźniejszością, ponieważ Tom nie potrafi zapomnieć o swoim dawnym życiu.
Następnie, uważam, że bohaterowie byli dość słabo zakreśleni. Dowiadujemy się, że Tom na przestrzeni wieków nabył wiele umiejętności, jak granie na wielu instrumentach. Jednak, pomimo faktu, że przeżył on tyle lat, jest on dość nijaką postacią. Nie interesowało mnie to, jak ta historia się dla niego skończy.

W "Jak zatrzymać czas" autor skacze w czasie między rozdziałami, tzn. jeden rozdział opowiada o wydarzeniach z teraźniejszości, a inny przedstawia przeszłość Toma. Czego nie potrafiłam zrozumieć, to to, że podczas opisywania przeszłości, autor opisywał różnego rodzaju spotkania Toma z wielkimi osobowościami takimi jak Shakespeare, Kapitan Hak czy F. S. Fitzgerald. Wydarzenia te nie miały najmniejszego wpływu na przebieg historii i według mnie pełniły rolę "zapchaj dziury". Autor nie wiedział, co pisać, więc wepchnął różne, ważne dla historii postaci, aby móc jakoś zapełnić strony. Zrozumiałabym, gdyby nasz główny bohater w pewien sposób przyczynił się do pewnych wydarzeń, które wystąpiłyby na skutek spotkania z wyżej wymienionymi osobami. Jednak ich jedynym celem było picie alkoholu.

Chciałabym uwzględnić jeszcze więcej argumentów, dlaczego lektura ta, choć lekka, nie wywarła na mnie większego wrażenia. Jednak gdy opowiem więcej, narażę się na wydanie fabuły, a wiem, że są osoby, które tej pozycji jeszcze nie czytały.

Niemniej jednak, "Jak zatrzymać czas" Matta Haiga, nie była powieścią odkrywczą. Pomysł być może był ambitny, jednak z czasem książka stała się przewidywalna i momentami głupia. Nie uważam, żeby wniosła ona coś nowego do świata literatury. 


sobota, października 13, 2018

#8 "SŁOWIK" - KRISTIN HANNAH

#8 "SŁOWIK" - KRISTIN HANNAH

Tytuł: Słowik
Autor: Kristin Hannah
Ilość stron: 560
Wydawnictwo: Świat książki
Gatunek: powieść historyczna 
Ocena: 5/5 

Francja, rok 1940. Dwie siostry, Vianne i Isabelle, walczą o przetrwanie gdy niemieckie wojska zaczynają okupację kraju. Stają się one uwikłane w wojnę, która zmienia je nie do poznania. Muszą one podjąć decyzje, które odmienią ich życia na zawsze. 

Długo zbierałam się za przeczytanie tej pozycji. Znajdowała się ona na mojej półce od roku i raz podjęłam się próby jej przeczytania, jednak było to bezskuteczne. Najwidoczniej nie byłam w nastroju na smutną powieść o losach ludzi uwikłanych w drugą wojnę światową. Cieszę się, że poczekałam i dałam tej książce drugą szansę, ponieważ skradła ona moje serce.

"Słowik" opowiada o dwóch siostrach Vienne i Isabelle, które wiodą oddzielne życia. Po śmierci matki, ojciec odesłał córki do domu dziecka, ponieważ sam nie był w stanie podjąć się tego zadania. Od tego momentu drogi dziewczyn się rozdzieliły. Vienne poznała miłość swojego życia i zapomniała o młodszej siostrze. Stała się ona szczęśliwą żoną i matką sześcioletniej Sophie,  zamieszkującą rodzinny dom  w małej miejscowości Carriveau. Jej siostra, Isabelle, nie potrafiąc pogodzić się z odrzuceniem ze strony jedynej rodziny, która jej pozostała, zaczęła podejmować się coraz to bardziej lekkomyślnych akcji (jak ucieczki ze szkół z internatem) z myślą, że ojciec ją zauważy. 
Niestety kiedy Isabelle zostaje wyrzucona z kolejnej szkoły, zostaje ona odesłana do domu swojego ojca, do Paryża. Ten nie jest szczęśliwy na widok swojej córki. Na dodatek wybucha wojna, a niemieckie wojska wkraczają do stolicy Francji. Postanawia on wysłać córkę na wieś, aby ta odwiedziła swoją starszą siostrę i przeczekała najazd Niemców. Z wielkim żalem Isabelle wykonuje polecenie ojca i wyrusza w drogę, która odmienia jej życie na zawsze.


Proza Kristin Hannah jest po prostu zniewalająca. Nie potrafiłam się oderwać od "Słowika", ponieważ chciałam wiedzieć jak dalej potoczą się losy Isabelle i Vienne. Jest to powieść, która złapała mnie za serce i do dziś nie chce puścić swojego uścisku. Z początku myślałam, że będzie to zwykła powieść historyczna, która nie będzie się różniła od swoich poprzedniczek. Jak bardzo się myliłam. "Słowik" to piękna powieść o miłości, stracie i nadziei. Pokazuje ona, że nie ważne co by się stało, zawsze można w życiu zacząć od nowa. Pięknie obrazuje ona portret rodziny, zmagającej się z utratą bliskich oraz brakiem wzajemnego zaufania. Pokazuje również, że pomimo wad i skrywanego żalu, gdzieś głęboko kryje się miłość, która pomoże przetrwać najtrudniejsze czasy. 
Oprócz pięknego przedstawienia relacji rodzinnych, Kristin Hannah pokazuje również jak ważną rolę pełniły kobiety w czasie drugiej wojny światowej. Uświadamia ona czytelnikowi, że nie tylko mężczyźni byli uwikłani w walkę z wrogiem, ale również kobiety. Ryzykowały one życiem, aby móc pomóc w obronie ojczyzny i niejedna z nich podejmowała się zadań, których baliby się wykonać mężczyźni. Za to jestem wdzięczna pani Kristin Hannah. Pokazała ona, że kobiety odgrywały równie ważną rolę w okresie drugiej wojny światowej i były tak samo silne i wytrzymałe psychicznie jak ich towarzysze broni. 

Myślę, że "Słowik" dołączy do mojej kolekcji ulubionych powieści historycznych zaraz obok "Złodziejki książek" i "Światła, którego nie widać". Jest to piękna powieść, która pozostawia czytelnika ze złamanym sercem. Ostatnie strony książki czytałam ze łzami w oczach, ponieważ nie potrafiłam utrzymać moich emocji w ryzach. 
Polecam ją wszystkim, którzy są fanami powieści historycznych i nie boją się mieć złamanego serca.  

sobota, września 29, 2018

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE WRZEŚNIA

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE WRZEŚNIA

Muszę przyznać, że jestem rozczarowana moim podsumowaniem. Wrzesień z pewnością nie był moim najlepszym miesiącem czytelniczym. Miałam w planach przeczytać jak największą ilość książek, ponieważ w październiku wracam na uczelnie i nie będę miała czasu na czytanie. Zamiast korzystać z wolnego czasu i czytać dla przyjemności, męczyłam się z każdą książką. 
W pierwszym tygodniu przeczytałam aż trzy! książki: "Catwoman. Soulstealer", "Do latarni morskiej" i "Złodziej pioruna"
Recenzję do "Catwoman" znajdziecie na blogu, o tutaj. Szybko podsumowując książka podobała mi się i z pewnością dzięki niej dobrze zaczęłam miesiąc. 
Następnie wręcz zmusiłam się do dokończenia "Do latarni morskiej" Virginii Woolf, ponieważ zostało mi ostatniej kilkadziesiąt stron do przeczytania i chciałam mieć już tą książkę z głowy. Jak można wywnioskować pozycja ta nie spodobała mi się za bardzo. Nie wiem czego spodziewałam się po tej książce, ale z pewnością nie tego co otrzymałam. Była ona nudna i z czasem odechciało mi się jej czytać. Myślę, że też tutaj zaczęły się schody i moje problemy z czytaniem. 
Po pozycji pani Woolf sięgnęłam po książkę Ricka Riordana "Złodziej pioruna". Potrzebowałam czegoś lekkiego i wesołego, co pomoże mi znów wejść w czytelniczy nastrój. Niestety, o ile podobała mi się pierwsza połowa książki, o tyle w drugiej zaczęłam być znużona. Kartkowałam książkę, aby móc ją skończyć. Pod koniec powieści znowu wrócił mój nastrój i ostatnie 50 stron przeczytałam z wielkim zapałem. 
Starając się uniknąć kaca książkowego, lub być może bardziej braku zainteresowania książkami, postanowiłam dołączyć się do maratonu czytelniczego #Strangethereadalong organizowanego między innymi przez Caz z kanału Little Book Owl. "Marzyciel" jest jedną z moich ulubionych książek młodzieżowych i pomyślałam, że z pewnością przeczytanie ulubieńca pomoże mi wyjść z ten nędznej dziury, w której się znalazłam. Hmm... zgadnijcie co? W połowie książki miałam dość jej czytania. Miałam dość warsztatu pisarskiego Laini Taylor i miałam dość przesadnych opisów. Skończyłam czytać "Strange the dreamer" wczoraj i niestety moja opinia na temat tej pozycji się zmieniła. Nadal podoba mi się ta historia i jestem oczarowana światem stworzonym przez autorkę, jednak książka ta nie jest już tak niesamowita, za jaką ją uważałam, kiedy czytałam ją pierwszy raz. 
W duchu mojego czytelniczego niezadowolenia poszłam do księgarni i kupiłam "How to stop time" Matta Haiga. Na tą książkę czaiłam się już od dłuższego czasu, zwłaszcza, że jest zachwalana w internecie przez innych czytelników. Koncept wydawał mi się interesujący, więc postanowiłam od razu zacząć czytać "Jak zatrzymać czas". I owszem powieść jest ciekawa, ale poza tym nie dzieje się w niej nic specjalnego. Jest po prostu zwyczajna. I z pewnością nie pomogła mi w moim czytelniczym problemie.
Postanowiłam zakończyć miesiąc pozytywnym akcentem i sięgnęłam po "Morze potworów" Ricka Riordana. Na szczęście nie miałam większych problemów z przeczytaniem tej pozycji. Książka była lekka, krótka i zwięzła, co ułatwiło mi zdecydowanie czytanie. 

I to by było na tyle, jeżeli chodzi o moje czytelnicze podsumowanie września. Wiem, że sześć pozycji to spora liczba, jednak mnie bardziej rozczarowało to, że prawie żadna z tych pozycji mnie nie zachwyciła i straciłam kompletnie zainteresowanie książkami. 
Postaram się wykorzystać czas wolny, który pozostał mi przed rozpoczęciem roku akademickiego i być może uda mi się jeszcze coś przeczytać. 

Co ciekawego wy czytaliście we wrześniu? Podzielcie się swoimi stosikami w komentarzach!

sobota, września 22, 2018

TOP 5: ULUBIONE OKŁADKI. EDYCJA FANTASTYCZNA.

TOP 5: ULUBIONE OKŁADKI. EDYCJA FANTASTYCZNA.

Dzień dobry!
Dzisiaj przychodzę z TOP 5 - moim zdaniem - najpiękniejszymi okładka. Powiem wam, że wybór nie był łatwy. Jednak udało mi się wybrać, te pięć najpiękniejszych z najpiękniejszych, które zapierają dech w piersiach. 

Top 5 okładek książkowych jest tematem tej środy na grupie Goodreads: T5W. 
Pomyślałam, że fajnie byłoby napisać post na temat najpiękniejszych okładek, jednak szybko zdałam sobie sprawę, że nie dam rady wybrać tylko pięciu. Tak więc wpadłam na pomysł, aby zrobić pewnego rodzaju serię na blogu, gdzie przedstawiać będę pięć ulubionych okładek z każdego gatunku, który jest mi znany. Dzisiaj zaczynamy z moim ulubieńcem, czyli fantastyką. 

Zanim jednak zaczniemy, chciałabym wyjaśnić, że ten post w żadnym wypadku nie ma służyć ocenie wnętrza książki. Ma on raczej na celu docenienie starań wszystkich grafików, którzy biorą udział w procesie tworzenia okładek książkowych. 

Ok, skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to zaczynajmy! Okładki nie są ułożone w żadnej kolejności - nie byłam w stanie tego zrobić, bo uważam je za równo piękne. 


1. "The name of the wind" (10th anniversary edition) Patricka Rothfussa. 
Myślę, że ta okładka, ma wszystko, czego dobra książka fantasy potrzebuje. Zanim przeczytałam "Imię wiatry" widziałam, jak ta okładka pojawiała się sporadycznie na booktubie i myślałam sobie "Kurczę, ale ładnie jest zrobiona ta książka. Muszę się w końcu za nią zabrać."


Po przeczytaniu otworzyłam jeszcze raz stronę z tą właśnie okładką, żeby móc się jej jeszcze raz przyjrzeć. Nie potrafię opisać, w jakim szoku byłam. 
Okładka idealnie oddaje treść książki, gdyż ilustruje tak naprawdę jedną z najważniejszych scen. Być może dla osoby, która nie jest zaznajomiona z tą historią, jest to tylko ładna okładka. Jednak osoba, która czytała książkę, myślę, że doceni pomysłowość i twórczość osoby odpowiedzialnej za design tej książki. Każdy element na okładce odpowiada czemuś, co wydarzyło się w historii. Uważam, że powieść ta nie mogła zostać lepiej zobrazowana. 
No i jeszcze te czerwone boki! Raj dla oczu. 
Nie mogę się doczekać, aż zaopatrzę się we własną kopię, ponieważ "Imię wiatru" znalazło się na liście moich ulubionych powieści fantastycznych wszech czasów!



2. "The priory of the orange tree" Samanty Shannon 
Jestem wielką fanką twórczości Samanty, a "Czas żniw" należy do jednej z moich ulubionych serii fantastycznych dla młodzieży. Kiedy dowiedziałam się, że wydaje ona nową książkę byłam wniebowzięta. Kiedy zobaczyłam jej finalną okładkę zaniemówiłam. Otóż okładka ta jest fenomenalna! Jednak pozwolę wam o tym zadecydować : 


Nie wiem jak wy, ale ja nie mogę oderwać oczu od tej okładki. Wszystko jest w niej idealne. Kolory, detale, czcionka. Wszystko. Co prawda, nie mogę jeszcze ocenić na ile okładka tej książki współgra z historią powieści, niemniej jednak jest to jedna z najpiękniejszych książek fantastycznych jakie widziałam w życiu. 
I jest na niej smok, więc to dodatkowy plus. 


3. "Godsgrave" Jaya Kristoffa 
Uwielbiam obie wersje okładek do tej trylogii Jaya, jednak drugi tom w szczególności przemawia do mnie w wersji amerykańskiej. Znowu, tak jak w przypadku "The name of the wind" uwielbiam detale, które zostały zawarte. Jak np. rażące czerwone słońce, które jest w tle, lub koloseum. 


Normalnie nie lubię, kiedy na okładkach znajdują się postaci, jednak okładka "Bożogrobia" idealnie pasuje do historii powieści. Myślę, że bardzo dobrze ilustruje ona to, czego możemy się spodziewać w tym tomie. Widzimy naszą główną bohaterkę, która trzyma dwa zakrwawione miecze, a w tle za nią znajduje się coś na kształt koloseum. Cienie wokół niej są bardziej intensywne, niż na pierwszej książce. 
Podoba mi się również tonacja, w której została utrzymana okładka. Odcienie czerni, bieli i czerwieni wspaniale do siebie pasują. 

4. "Strange the dreamer" Laini Taylor 
Czy ktoś się dziwi, że w tej topce znajduje się "Marzyciel"? Bo ja nie. Ta okładka jest po prostu piękna. Magiczna. Nie z tego świata. 


Brak mi słów, którymi mogłabym opisać jej piękno. Tylko spójrzcie się na nią! Czyż nie jest ona cudowna?! Uwielbiam ten odcień niebieskiego i to jak rozmywa się on po okładce. Piękne złote detale sprawiają, że nie można oderwać od niej oczu. Z jednej strony może się wydawać, że jest ona dość skromna. Oprócz złotej ćmy nic się nie dzieje. Jednak z drugiej strony właśnie te złote efekty sprawiają, że okładka ta jest niesamowicie wyszukana. 

5. Książki Neila Gaimana 
Zastanawiałam się, czym zamknąć tę topkę i doszłam do wniosku, że pochwalę coś naszego. Mam na myśli wszystkie piękne wydania książek Neila Gaimana wydane przez wydawnictwo MAG. 
Tematyka książek została utrzymana w bardzo estetyczny i prosty sposób. Nie wiem, czy potrafiłabym wybrać swojego ulubieńca spośród nich, ponieważ każda okładka, choć wszystkie są do siebie podobne, jest niesamowita na swój sposób. 


Jedynym minusem tych okładek jest to, że bardzo szybko zostają na nich ślady odcisków palców. Jeżeli ktoś jest bardzo pedantyczny, może mu to przeszkadzać, jednak ja staram się nie zwracać na to uwagi. Nie jest też tak, że macam te książki co chwile, tylko leżą sobie one spokojnie na regale. 


To już wszystko na dzisiaj! Jakie są wasze ulubione okładki? Czy raczej nie zwracacie na to uwagi? 
Podzielcie się waszymi spostrzeżeniami w komentarzach :) 

środa, września 19, 2018

#7 "CATWOMAN. SOULSTEALER" - SARAH J. MAAS

#7 "CATWOMAN. SOULSTEALER" - SARAH J. MAAS


Tytuł: "Catwoman. Soulstealer"
Seria: DC Icons
Wydawnictwo: Penguin Random House
Ilość stron: 360
Gatunek: YA Fantasy
Ocena: 4/5 

Dzień dobry! 
Zauważyłam, że ostatnio jakimś cudem wpakowałam się w kaca książkowego. Nie wiem jak i nie wiem z powodu jakiej książki się to dzieje, ale najzwyczajniej w świecie żadna książka mnie nie interesuje. Mam ochotę czytać, ale jak tylko sięgnę po jakąś powieść, to po paru minutach ją odkładam, bo przestaje być nią zainteresowana.

Jednak, na początku miesiąca przeczytałam nową powieść Pani Sary J. Maas i muszę powiedzieć, że pozycja ta zaskoczyła mnie w pozytywny sposób.

"Catwoman" opowiada o losach 17 - letniej Seliny Kyle, która aby móc zarobić pieniądze na leczenie i opiekę nad chorą na mukowiscydozę młodszą siostrą, bierze udział w nielegalnych walkach podziemnych gangów. Pewnego dnia w mieszkaniu sióstr Kyle pojawia się policja wraz z  pracowniczką opieki społecznej. Grożą oni Selinie, że jej siostra trafi do rodziny zastępczej, a ona sama trafi do młodzieńczego więzienia, ze względu na przestępstwa, których się dokonała (kradzieże, bójki etc.)
Gdy siostry zostają zabrane z mieszkania, zostają one odseparowane i Selina trafia na posterunek policji. Tam spotyka ona tajemniczą kobietę o imieniu Thalia al Ghul, która oferuje dziewczynie rozwiązanie jej problemów: Selina wyjedzie razem z nią do szkoły asasynów i zapomni kompletnie o swojej siostrze, a w zamian Thalia zapewni Maggie dobry dom zastępczy. Zdesperowana dziewczyna pragnie tylko dobra swojej siostry i idzie na układ z Thalią i jeszcze tego samego dnia opuszcza Gotham, aby udać się do siedziby Ligii Asasynów.

***

Akcja książki toczy się dwa lata później, kiedy 20-letnia Selina powraca do Gotham z tajemniczą misją. Jak już wspomniałam na samym początku - książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W dalszej części historii do Catwoman przyłączają się Poison Ivy i Harley Quinn i zaczynają one tworzyć słynne trio o nazwie Gotham City Sirens. Chociaż ich celem były różnego rodzaju rabunki i kradzieże, dziewczyny zbliżyły się do siebie i rozwinęły między sobą przyjaźń.

Niestety, w książce nie pojawiła się postać Batmana, którą miałam ochotę zobaczyć. W jego rolę wcielił się Batwing - można powiedzieć, że był on pewnego rodzaju podopiecznym Bruce'a. Jakoś nie polubiłam szczególnie jego postaci, wydała mi się taka nijaka. Również irytowało mnie trochę to, że książka napisana była z dwóch perspektyw - Batwinga i Catwoman. Według mnie jak na tak cienką książkę, druga perspektywa była zbędna.

Co jednak mnie najbardziej rozczarowało to to, że na tych 300 stronach lekkiej powieści Maas musiała wepchnąć wątek miłosny. Dlaczego? 
Przesadny wątek miłosny w książkach Maas jest powodem, przez który przestałam być fanką jej powieści. Nie rozumiem po co autorka musiała rozwinąć akurat ten motyw. Historia mogłaby się toczyć dalej bez tego dodatku. Odniosłam wrażenie, że Maas użyła tego wątku, aby wypełnić jakoś strony.

Oprócz tego uważałam główną bohaterkę za w miarę znośną. Wiem, że niektórzy mogliby porównać Seline z Celaeną ze "Szklanego tronu" ze względu na imię obydwu bohaterek i ich profesję, jednak ja starałam się ignorować te szczegóły, żeby móc delektować się książką.
Poza tym, podobało mi się, jak autorka dokonała niektórych zmian w wyglądzie stroju Catwoman i w instytucji Ligii Asasynów. Dodały one zdecydowanie innego spojrzenia na świat, który jest mi znany z filmów bądź seriali.

***

Podsumowując, uważam, że "Catwoman. Soulstealer" jest dobrą książką. Jestem wielką fanką Uniwersum DC i z chęcią czytałam o losach Seliny Kyle oraz o tym jak stała się ona tytułową Catwoman. Nie twierdzę, że jest to pozycja idealna - ma ona swoje wady, jednak myślę, że mogłabym ją zaliczyć jako moje "guilty pleasure". Akcja jest dość szybka, a fabuła ciekawie rozwinięta. Gdyby nie na siłę wepchnięty wątek miłosny, myślę, że przyjemniej czytałoby mi się tę pozycję.
Z pewnością sięgnę po inne książki z tej serii - "Wonder Woman. Warbringer" i "Batman. Nightwalker".







sobota, września 15, 2018

TROCHĘ O LITERATURZE KLASYCZNEJ, CZYLI TOP 5 ULUBIONYCH KLASYKÓW

TROCHĘ O LITERATURZE KLASYCZNEJ, CZYLI TOP 5 ULUBIONYCH KLASYKÓW

Uwielbiam klasyki. Zawsze je uwielbiałam. Jest coś wspaniałego w tych książkach, co po prostu sprawia, że gdy je czytam, czuję się, jakbym była w domu. I wiem, pewnie brzmi to idiotycznie, ale tak jest. Mam w sercu specjalne miejsce zarezerwowane tylko i wyłącznie dla literatury klasycznej i to się nigdy nie zmieni.

I chociaż nie przeczytałam w swoim życiu wielu książek klasycznych, wśród tych, które udało mi się przeczytać jest parę, które pokochałam całym sercem.

Chciałabym wam dzisiaj o nich co nie co opowiedzieć.

(Nie znajdują się one w żadnej kolejności. Wszystkie są według mnie tak samo wspaniałe i nie potrafiłabym zdecydować, która jest lepsza, a która gorsza)


1. "Anna Karenina" // Lew Tołstoj
 "Annę Kareninę" przeczytałam 3 lata temu, kiedy to w końcu odważyłam się sięgnąć po tą jakże wielką rozmiarami pozycję. Zdecydowałam się na tę książkę z jednego głównie powodu: należy ona do klasyki rosyjskiej. Z jakiś nieznanych mi powodów wmówiłam sobie do głowy, że rosyjska literatura klasyczna jest świetna i że muszę po nią sięgnąć. No i tak też zrobiłam. Cieszę się, że odważyłam się na ten krok, bo 3 lata temu poznałam się z jedną z moich ulubionych książek wszech czasów.
"Anna Karenina" opowiada historię o miłości i życiu trzech rodzin w XIX - wiecznej Rosji. Śledzimy poczynania tytułowej Anny Kareniny, która prowadzi dość monotonne życie jako żona i matka ośmioletniego synka. Gdy podczas jednej z uroczystości poznaje ona hrabiego Wrońskiego, jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Doznaje ona miłości, jakiej jej, starszy od niej mąż, nigdy nie okazywał. Nie wie ona jednak, że miłość ta jest początkiem jej końca.
Oprócz wątku miłosnego, Tołstoj w niesamowity sposób wplata w książkę motyw XIX - wiecznego społeczeństwa. W "Annie Kareninie" swoje miejsce znalazła dla siebie każda z klas społecznych. Dlatego też książka ta jest dla mnie tak niesamowita, bo opisuje ona proste życie mieszkańców Rosji. Realizm należy zdecydowanie do jednych z ulubionych epok literackich, o których uwielbiam czytać. Chciałabym jak najszybciej zabrać się za inne dzieła Tołstoja, bo wiem, że spodobają one mi się tak samo jak "Anna Karenina". 

2. "Mistrz i Małgorzata // Mihaił Bułhakow
Kolejna powieść rosyjskiego autora. Kogo to dziwi ;) ? O "Mistrzu i Małgorzacie" słyszałam co nie co, zanim w końcu się zdecydowałam za nią zabrać. Wiem, że książka ta jest lekturą w polskich liceach, jednak ja nie miałam okazji nigdy jej przeczytać.
Jeżeli chciałabym opisać fabułę tej książki, myślę, że poległabym już na starcie. Jest ona niesamowicie dziwna. Nie wiem, co takiego w tej książce sprawiło, że tak bardzo mi się spodobała. Być może jest to kunszt autora, lub jego niesamowita wyobraźnia.
W swojej powieści Bułhakow opisuje Rosję w latach 30. XX wieku. Powieść podzielona jest na dwie części. W jednej z nich opowiedziana zostaje historia o Poncjuszu Piłacie, powiązana z motywami z Biblii i spotkaniem z prorokiem Jeszuą. Druga część opowiada o pojawieniu się Szatana na ulicach Moskwy.
Przeczytanie tej powieści zajęło mi trochę czasu, ponieważ momentami miałam wrażenie, że czytam ją już od wieków. Niemniej jednak nie umniejszyło to wspaniałości tej powieści.

3. "Portret Doriana Graya" // Oscar Wilde
Nie potrafiłabym opisać mojej miłości do tej powieści. Łączy ona w sobie motyw sztuki z pragnieniem pozostania wiecznie młodym. W powieści Wilde'a tytułowy Dorian Gray zastanawia się nad sensem życia oraz nad tym jaką drogę wybrać. Obserwujemy jak z czasem zbrodnie, których on się dokonał zaczynając odzwierciedlać się na jego portrecie.
Oprócz motywu zbrodni książka ta silnie skupia się na motywie homoseksualności. Jesteśmy świadkami miłości malarza Basina Hallwarda, do źródła swojej inspiracji, Doriana.
Powieść Wilde'a należy do jednych z najlepszych powieści klasycznych jakie przeczytałam. Jest ona nie tylko spisana pięknym językiem, ale również pokazuje ona cenę, którą trzeba zapłacić za bycie wiecznie pięknym i młodym. Wspaniała historia, która w pewien sposób autobiograficznie opisuje życie autora, gdyż on sam został w 1895 roku skazany na więzienie za kontakty homoseksualne.
Polecam tę pozycję z całego serca, gdyż uważam ją za jedną w wybitniejszych powieści XIX wieku.

4. "Wichrowe wzgórza"// Emily Bronte
"Wichrowe wzgórza" próbowałam po raz pierwszy przeczytać w wieku 15 lat. Niestety nie udało mi się to wtedy, gdyż uważałam, że powieść ta jest najzwyczajniej w świecie nudna. Powróciłam do tej powieści parę lat później i bardzo się cieszę, że to zrobiłam.
Jeżeli nie wiecie, o czym są "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte, jest to powieść, której akcja toczy się w erze wiktoriańskiej, w Anglii. Powieść skupia się na osobie pana Lockwooda, który postanawia wynająć posiadłość Drozdowego Gniazda. Jego sąsiadem jest tajemniczy Heathcliff, który zamieszkuje dom na Wichrowych Wzgórzach. Gdy Lockwood powraca z wizyty u niego do domu, jego gosposia, Ellen Dean, opowiada mu historię miłosną o Heathcliffie i Catherine.
Chciałabym zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie popieram, ani nie zachwycam się miłosnym wątkiem tek powieści, który jest raczej dość agresywny. Co więcej mnie fascynuje, to gotycki klimat jaki niesie ze sobą powieść Emily Bronte. Książka ta owinięta jest pewnego rodzaju mrocznością, która przejawia się nie tylko w opisach otoczenia ale również w zachowaniach głównych bohaterów. Sprawia to, że ma się ochotę otulić ciepłym kocem i czytać ją przy filiżance kawy.

5. "Wielki Gatsby"// F. Scott Fitzgerald
Na sam koniec opowiem wam trochę o "Wielkim Gatsbym". Jeżeli nie czytaliście tej książki, to być może oglądaliście jej ekranizację z DiCaprio w roli głównej ;)
Powieść Fitzgeralda przenosi nas do lat 20. XX. wieku. Do ery Jazzu, swingu i wiecznej zabawy. Jest to historia o miłości, która po latach rodzi się na nowo.
Książka ta opowiedziana jest z perspektywy Nicka Carrawaya, absolwenta Yale, który z wielkim entuzjazmem postanawia zacząć swoje nowe życie w Nowym Jorku. Tak się składa, że jego sąsiadem jest tytułowy Gatsby, który zamieszkuje rezydencję obok. Jednego dnia Nick zostaje zaproszony na obiad przez swoją kuzynkę Daisy, która wraz z mężem zamieszkuje posiadłość po drugiej stronie zatoki na East Egg.
Tajemnicą dla wszystkich pozostaje tajemniczy Gatsby, który co weekend wyprawia szalone przyjęcia. Z biegiem upływu czasu dowiadujemy się co nie co o tożsamości głównego bohatera, jego zamiarach i jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Nick.
Oprócz wzruszającej historii o niespełnionej miłości, Fitzgerald wspaniale opisuje lata 20. i tamtejsze obyczaje. W bardzo przystępny sposób przenosi nas on do ery przepełnionej zabawą i wiecznie lejącym się szampanem .
Pięknie spisana powieść o pięknej miłości, w pięknych czasach przepełnionych beztroską.


Oto (jak na razie) pięć moich ulubionych klasyków. Mam nadzieję, że niedługo ta lista będzie mogła się powiększyć.
Czytaliście, któreś z tych książek? Czytacie klasyki? I jeżeli tak, to jaka książka jest waszą ulubioną?


Copyright © 2016 Zagraniczna biblioteka , Blogger