wtorek, września 11, 2018

#6 "THE POPPY WAR" - R. F. KUANG

#6 "THE POPPY WAR" - R. F. KUANG

Tytuł: The Poppy War
Autor: R. F. Kuang
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: Harper Voyager
Data publikacji: 2018
Ilość stron: 530
Ocena: 4,5/5 


O czym jest "The Poppy War"? 

"The Poppy War" opowiada historię 16-letniej Rin Fang, która na skutek wojny straciła swoich rodziców i została zmuszona do zamieszkania  ze swoimi przybranymi rodzicami i młodszym bratem w małej wiosce o nazwie Tikany. Główną bohaterkę poznajemy w dniu, w którym zdaje ona egzamin, aby móc dostać stypendium do ekskluzywnej szkoły militarnej w Sinegardzie. Nikt nie pokłada wiary w Rin, nawet jej nauczyciel, ponieważ do testu podchodzą głównie uczniowie z bogatych rodzin, którzy poświęcają całe swoje życie na przygotowanie i naukę. Rin udowadnia wszystkim jak bardzo się mylili i już niedługo potem jest ona w drodze do stolicy, aby móc tam zacząć nowe życie z dala od jej znienawidzonych opiekunów. 
Pomimo tego, że dziewczyna osiągnęła wysoki wynik na teście, nie zdaje ona sobie sprawy, jak mało istotny będzie ten fakt, gdy już zjawi ona się w szkole. Jak się okazuje, nie tylko ma ona problemy z nawiązaniem znajomości, do tego jest ona pośmiewiskiem całej akademii. Czego dziewczyna nie wzięła pod uwagę to fakt, że jako jedyna uczennica nie posiada ona żadnych zdolności walki wręcz. Rin uświadamia sobie, że będzie ona się musiała postarać, żeby utrzymać swoje miejsce w akademii. 

+++

"The Poppy War" jest zdecydowanie nietuzinkową powieścią fantasy. Ma ona w sobie wszystko, czego dotychczas brakowało mi w typowych książkach młodzieżowych. Ma ona silną główną bohaterkę, motyw szkoły wojskowej i interesujące nawiązanie do szamanizmu. 

Po pierwsze, bardzo spodobał mi się motyw z szamanizmem i bogami. Myślę, że dodał on trochę więcej fantastyki tej pozycji i urozmaicił sam motyw akademii wojskowej. Podobało mi się również w jaki sposób można było osiągnąć tę moc i jak można było połączyć się z bogami. W tej kwestii autorka naprawdę mi zaimponowała. 
Co do fabuły, podobało mi się jak nagle zmieniła ona swój kierunek, chociaż muszę przyznać, że było to trochę zbyt szybkie jak na mój gust. Na jednej stronie czytałam o jednych wydarzeniach,a na drugiej BAM, wszystko zmieniło się o 180 stopni. Nie uważam, że jest to złe posunięcie, ale autorka mogła trochę te sekwencje rozbudować, żeby czytelnik mógł się bardziej przygotować na nadchodzące wydarzenia.
Co również mnie zachwyciło to opisy walki, które były niesamowicie dokładne. Kuang  nie bała się użyć brutalniejszego języka, gdy opisywała co poniektóre sekwencje. Jest to rzecz, której brakowało mi ostatnio w książkach fantasy. Po niezliczonych ilościach przesłodzonych, pełnych romansów młodzieżowych książek fantastycznych, czytanie o tym jak flaki latają na lewo i prawo sprawiło mi nie lada przyjemność. I może brzmi to dość dziwnie, ale lubię jak sceny bitwy są dobrze opisane :). 
Tak samo jak fabuła, tak i styl pisania R. F. Kuang jest dość.... szorstki. "The Poppy War" zaczęłam po tym, jak skończyłam czytać "The Name of the Wind" i w porównaniu z niemal liryczną prozą Rothfussa, styl pisania Kuang jest zdecydowanie przeciwieństwem autora "Imienia wiatru"Adekwatnie do powieści jest on prosty, zwięzły i na temat. Autorka nie zawraca sobie głowy przesadnie słodkim opisaniem wydarzeń. Raczej ukazuje świat takim jakim jest. Szorstki, brutalny i niebezpieczny. Dodało to powieści kolejnego uroku, dzięki któremu, można było przenieść się do oblężonych, XX-wiecznych Chin. 
Tak, wiem, jak na razie opisuję tę książkę w samych superlatywach, ale uwierzcie mi, że uważam, że jest to naprawdę bardzo dobry debiut autorki. 
Nie tylko baza książki została dobrze przemyślana i wykonana, ale również bohaterowie. Każdy z nich jest inny i dodaje coś od siebie tej powieści. Bardzo polubiłam postać jednego z mistrzów w Sinegardzie, ponieważ swoją postawą przypominał mi trochę mistrza Elodina z "The Name of the Wind". Był on zdecydowanie postacią, która wyróżniała się w tłumie i podobnie jak Elodin, tak i Jiang był tym wyrzutkiem na kampusie, o którym każdy się zastanawiał, co właściwie tutaj robi. Myślę, że jego postać dodała trochę koloru tej powieści. 
Co do głównej bohaterki...Niestety sama postać Rin nie przypadła mi do gustu. Na początku powieści podobało mi się, że jest ona silną kobietą, która nie pozwoli sobą dyrygować. Jednak z biegiem czasu ten jej zapał stał się bardzo irytujący. Stała się ona chciwa, chciała być najlepsza ze wszystkich i osiągnąć pozaziemskie moce tylko dla siebie. Jak się jej mówiło, że ma czegoś nie robić, to się upierała, że to zrobi i na odwrót. Do czego zmierzam to to, że była ona postacią strasznie niezdecydowaną, która potajemnie chciałaby rządzić całym światem i strasznie mnie to irytowało. Ponieważ uważam, że jeżeli zdecydowała ona by się na jedną z decyzji, byłabym w stanie ją bardziej tolerować. Jednak przez te jej niezdecydowanie i parcie na władzę, była ona po prostu strasznie irytująca. 
Również jej związek (nie romantyczny) z innym bohaterem strasznie mnie irytował, ponieważ o ile przez 2/3 książki nie pozwalała sobą pomiatać, o tyle kiedy on się zjawił stała się ona jego pieskiem na posyłki i workiem treningowym. Nie rozumiałam dlaczego autorka aż tak bardzo zmieniła postać z "nikt nie będzie mną rządzić" na "on mnie rozumie, muszę się go słuchać...".

Pomijając te dwa mankamenty, książka jest naprawdę wciągająca i niezwykle interesująca.
Wiem, że niektórzy nie byliby wstanie przebrnąć przez książkę, jeżeli nie lubiliby głównej bohaterki/głównego bohatera, ale tak szczerze, to nawet nie zwracałam na to uwagi, ponieważ byłam tak zachwycona światem wykreowanym przez Kuang. 
Myślę, że powieść ta zachwyci każdego fana fantastyki, pod warunkiem, że ma on silne nerwy i nie odrażają go opisy scen walki lub gwałtu. 

czwartek, września 06, 2018

JESIENNY TBR

JESIENNY TBR

Hej wszystkim!
Jako, że jesień już z rogiem, postanowiłam, że utworzę sezonowy TBR, w tym wypadku specjalnie na jesień.Co prawda nie jestem typem osoby, która układa sobie listy książek do przeczytania, ale myślę, że w tym wypadku jest to opcja bardziej luźniejsza niż standardowy miesięczny TBR. Mam więcej książek do wyboru i nie czuję się aż tak przymuszona, do przeczytania akurat TYCH książek, w TEN miesiąc. W  październiku znowu zaczynam studia i nie będę miała tyle czasu na czytanie co teraz, dlatego myślę, że taki stosik będzie dobrym pomysłem, żeby pilnować swoje półki i faktycznie czytać książki, a nie tylko je kupować ;).
Starałam się, żeby lista ta nie była zbyt ambitna, no ale niestety mi to nie wyszło... Po prostu jest tyle książek do przeczytania! A na dodatek, cały czas wychodzą nowe, które też tak bardzo chciałabym przeczytać...(problemy książkoholika)...

Oto moja lista książek na najbliższe trzy miesiące:

1. "Catwomen" - Sarah J. Maas
2. "Muse of Nightmers" - Laini Taylor
3. "Wise man's fear" - Patrick  Rothfuss
4. "The city of brass" - S. A. Chakraborty
5. "Children of blood and bone" - Tomi Adeyemi
6. "Percy Jackson. Złodziej pioruna" - Rick  Riordan
7. "Enchantment. The life of Audrey Hepburn" - Donald Spoto
8. "Days of blood and starlight" - Laini Taylor
9. "Sklepy cynamonowe" - Bruno Schulz
10. "Chrzest ognia" - Andrzej Sapkowski
11. "Słowik" - Kristin Hannah
12. "Zbrodnia i kara" - Fiodor Dostojewski
13. "The final empire" - Brandon Sanderson

Tak oto prezentuje się mój TBR na jesień. Mam nadzieję, że podołam temu zadaniu. Chociaż już teraz wiem, że jest tych książek zdecydowanie za dużo. No ale nic, zawsze będzie można część tych książek przesunąć na zimę :)

Też układacie sobie listy książek do przeczytania, czy raczej sięgacie po to, na co macie w danym momencie ochotę?

wtorek, września 04, 2018

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE LIPCA I SIERPNIA

PODSUMOWANIE CZYTELNICZE LIPCA I SIERPNIA

Kolejny miesiąc dobiegł końca, więc czas na kolejne podsumowanie :) Tym razem postanowiłam połączyć lipiec z sierpniem, ponieważ w poprzednim miesiącu przeczytałam tylko dwie książki i nie miało to sensu, żeby robić osobny wrap up.
Podsumowując przeczytałam razem 8,5 książki, z czego jestem bardzo dumna, zwłaszcza, że było wśród nich parę, które miały ponad 500 stron. Początek sierpnia zaczął się dosyć przeciętnie. Czytałam głównie książki, które mnie niestety nie zachwycały. Jednak na szczęście udało mi się w dobrym stylu zakończyć ten miesiąc.

Przechodząc jednak do książek, które udało mi się przeczytać.
W lipcu przeczytała "Kirke" Madeleine Miller, która niesamowicie mnie rozczarowała, ale też zanudziła na śmierć. Nie będę się wywodzić na jej temat, ponieważ recenzje do niej możecie znaleźć na moim blogu tutaj.

 Następnie, lipiec zakończyłam świetną pozycją jaką był "Marsjanin" Andy'ego Weir'a. Nie potrafię powiedzieć nic złego na temat tej książki, ponieważ była ona idealna. Nasz główny bohater, który zostaje przypadkowo uwięziony na Marsie, stara się przeżyć na tej planecie, do momentu aż ktoś po niego wróci. Gdyby nie świetne poczucie humoru głównego bohatera, książka ta byłaby dość tragiczna, biorąc pod uwagę fakt, że Mark Watney walczy o przetrwanie na obcej planecie, z dala od ludzkości. To, że potrafił on żartować ze swojej sytuacji sprawiło, że czytanie "Marsjanina" było zupełnie inny doświadczeniem. Była to szybka i lekka lektura, której potrzebowałam.

A teraz, przejdziemy do książek, które przeczytałam w sierpniu. Jak już pisałam, większość z nich w dość dużym stopniu mnie rozczarowała, gdyż uważałam, że książki te są po prostu nijakie.
Zacznijmy może od "Tajemnej historii" Donny Tartt. Każdy zachwycał się geniuszem tej książki. Jaka to ona nie jest wspaniała, a proza Tartt wprost zniewalająca. No cóż, jak dla mnie, "Tajemna historia" była powieścią bardzo przeciętną. Z jednej strony być może byłabym skłonna zrozumieć zachwyt nad tą książką, jednak z drugiej strony nie widzę w niej nic odkrywczego. Nie polubiłam głównych bohaterów i chociaż styl pisania Tartt jest dobry, to w większości czasu książka mnie nudziła. Jeżeli jesteście zainteresowani moją opinią na temat tej książki, moja bardzo chaotyczna recenzja również znajduje się na blogu, o tutaj.

Inną bardzo rozczarowującą książką była ''Lady Susan" Jane Austen. Było to moje drugie spotkanie z panią Austen i niestety nietrafne. Tak samo jak "Rozważna i romantyczna" tak i ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Nie mam też zbyt wiele do powiedzenia na temat tej krótkiej powieści. Przez to, że książka ta spisana została w formie epistolarnej, wiele razy gubiłam się między bohaterami i nie wiedziałam kto jest kim. Również i tutaj główna bohaterka nie przypadła mi do gustu.

Idąc dalej tropem nijakich książek natrafimy na "Śpiących gigantów" Silvain'a Neuvel'a. Ta książka była dziwna. Po prostu dziwna. I jeżeli mam być z wami kompletnie szczera, to nie pamiętam co się w niej działo. Myślę, że nie będę sięgała po jej kontynuację, zważywszy uwagę na fakt, że musiała bym przeczytać pierwszy tom jeszcze raz.

Okej, teraz przejdźmy do tych książek, które faktycznie zasłużyły na uwagę. Po pierwsze, "Historia pszczół" Mai Lunde. Co za powieść! Pięknie zilustrowana przyszłość, w której nie ma pszczół. Książka ta zachwyca na każdej stronie. Autorka przedstawiła życie ludzi i ich związek z pszczołami na przestrzeni przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Pokazuje ona nam skutki, których możemy być sami świadkami w niedalekiej przyszłości. Pomimo tego, że książka porusza dość poważny problem, została ona napisana w bardzo lekkim i przystępnym dla czytelnika stylu. Już teraz nie mogę się doczekać, aby móc przeczytać drugą powieść tej autorki "Błękit".

Następnie udało mi się skończyć "Imię wiatru" Patricka Rothfussa. Książka ta należy teraz do jednych z moich ulubionych. Styl pisania autora zachwyca, jest on nie tylko piękny ale też tak lekki, że książka czyta się sama. Historia rozwija się być może w dość powolnym stylu, jednak nie przeszkadzało mi to bardzo. Przywiązałam się do głównego bohatera, Kquothe'a, i chciałam dowiedzieć się jeszcze więcej o jego niesamowitym życiu. Nie mogę się doczekać, aż wezmę się za kontynuację tej powieści, chociaż przyznam, że objętościowo mnie ona przeraża.

Dalej, aby przyspieszyć trochę tempa, po dość statycznej powieści jaką był "Imię wiatru" sięgnęłam po "The poppy war" autorstwa R. F. Kuang, czyli jedną z najgłośniejszych premier zza Oceanu. Tak samo jak pozycja powyżej tak i należy do moich ulubieńców. Akcja książki była niesamowicie szybka, a sama autorka nie oszczędziła też w opisach, które były dość szczegółowe i drastyczne. Jednak, pomimo tego, że bardzo dobrze się bawiłam podczas czytania tej powieści, nie jest ona bez skazy. Nie przekonałam się do głównej bohaterki, która bardzo często nie potrafiła wyrobić sobie zdania i miała wahania nastrojów, które były dość irytujące. Również jej związek z jednym z bohaterów nie spodobał mi się. Jednak trzeba pamiętać, że jest to debiut autorki i być może rozwinie ona główną postać w drugim tomie.

Miesiąc zakończyłam z Andrzejem Sapkowskim i jego "Wiedźminem". W sierpniu przeczytałam czwarty tom, czyli "Czas pogardy" o muszę przyznać, że o ile dotychczas książki z tej serii mnie nie zachwycały (były po prostu okej), o tyle dobrze mi się czytało tę pozycję. Jest ona zdecydowanie lepsza od swoich poprzedniczek, jednak jedna rzecz nadal została niezmieniona. Nadal zasypiam przy czytaniu prozy Sapkowskiego, zwłaszcza jeżeli opisuje on sprawy związane z polityką państwa. Nie wiem co w tym jest, ale nawet jeżeli jestem zainteresowana historią, potrafię zasnąć przy najbrutalniejszych scenach walki. Mam nadzieję, że to się jednak zmieni, bo następne książki są już większe objętościowo i szkoda byłoby zasypiać co parę stron.

No i na ostatnim miejscu znajduje się pół książki, które przeczytałam, czyli "Do latarni morskiej" Virginii Woolf. Gdy zaczęłam tę książkę, historia dosyć mnie wciągnęła, ponieważ w dzień przeczytałam niemal połowę. Jednak w momencie gdy odłożyłam ją na biurko, straciłam ochotę na dalsze jej czytanie. Jest to pozycja, co do której mam zdecydowanie mieszane uczucia. Ale więcej opowiem o niej w następnym podsumowaniu.

I to już wszystkie książki, które przeczytałam w lipcu/sierpniu. Czytaliście któreś z nich? Podzielcie się waszymi najlepszymi książkami, które czytaliście podczas wakacji.

środa, sierpnia 29, 2018

KLASYCZNY TBR

KLASYCZNY TBR

Zawsze lubiłam klasyki, ale od pewnego czasu zaniedbałam trochę ich czytanie i skupiłam cała swoją uwagę na fantastyce. Jednak nadszedł czas, aby zająć się tymi zapomnianymi cudeńkami, bo wiem, że pokocham je z całego serca.

Ułożyłam sobie mniej więcej listę klasyków, które chcę przeczytać (niekoniecznie w tym roku, raczej na przestrzeni lat).

Post ten będzie raczej krótki, ponieważ odpuszczę sobie pisanie streszczenia tych książek i będę wymieniała same tytuły.

To co, zaczynamy?
  1. "Wojna i pokój" // L. Tołstoj 
  2. " Zbrodnia i kara" // F.  Dostojewski 
  3.  "Bracia Karamazov" // F. Dostojewski 
  4. " Idiota" // F. Dostojewski 
  5. "Nędznicy"// V. Hugo 
  6. " Jane Eyre" // C. Bronte 
  7. "Agnes Gray" // A. Bronte 
  8. "Lokatorka Widefell Hall"// A. Bronte
  9. "Vilette" // C. Bronte
  10. "Opowieść o dwóch miastach"// C. Dickens
  11. "Oliver Twist" // C. Dickens
  12. "Samotnia" // C. Dickens 
  13. "Fire from Heaven: A Novel of Alexander the Great" // M. Renault, T. Holland
  14. "Na wschód od Edenu"// J. Steinbeck 
  15. "Dracula"// B. Stocker
  16. "Frankenstein"// M. Shelly 
  17. "Mrs. Dalloway"// V. Woolf
  18. "Dr. Jekyll and Mr. Hyde"// R. L. Stevenson
  19. "Duma i uprzedzenie" // J. Austen
  20. "The dumb house" // J. Burnside
  21. "Sklepy cynamonowe" // B. Schulz 
Z pewnością chciałabym przeczytać o wiele więcej książek klasycznych, ale te tutaj to na razie jedyne, którymi wiem, że będę zainteresowana. Wydaje mi się, że lista jest dość ambitna, więc trzymajcie za mnie kciuki, żeby mi się udało osiągnąć ten cel. Ale z drugiej strony, mam przecież całe życia na to, aby je przeczytać.

środa, sierpnia 22, 2018

#5 "TAJEMNA HISTORIA" - DONNA TARTT

#5 "TAJEMNA HISTORIA" - DONNA TARTT


"Richard Papen rozpoczyna naukę w ekskluzywnym college'u w Nowej Anglii. Dołącza do grupy inteligentnych, ekscentrycznych studentów filologii klasycznej, którzy pod wodzą charyzmatycznego wykładowcy odkrywają sposób myślenia i życia niemający nic wspólnego z monotonną egzystencją ich rówieśników. Kiedy jednak eksperymenty z narkotykami, alkoholem i seksualnością nie przynoszą odpowiedzi na pytanie: jak daleko można się posunąć? dochodzi do morderstwa. Czy da się uniknąć jego konsekwencji? Czy można zabić i nie zostać ukaranym? I czy możliwe jest, by morderstwo w żaden sposób nie zmieniło mordercy?"


"Tajemna historia" jest tą książką, którą nie wiem jak mam ocenić. Znowu. Celowo również przytoczyłam opis z tyłu książki, ponieważ jestem rozczarowana tym, jak bardzo odbiega on od faktycznej fabuły książki. Nietrafny opis jest jednym z powodów, dlaczego książka nie urzekła mnie tak jak innych. Skoro opis nie oddaje trafnie fabuły, o czym tak naprawdę jest "Tajemna historia" Donny Tartt?

Faktycznie śledzimy poczynania młodego Richarda Papena, który po niewłaściwym wyborze studiów medycznych, decyduje się na zmianę kierunku i udaję się z Kalifornii do Vermontu, aby tam studiować filologię klasyczną. Wykładowca, Julian Morrow, jest osobą dość specyficzną i mało ufną, a do swojego kręgu wybitnych uczniów dopuszcza tylko najlepszych. Jakimś sposobem, Richardowi udaje się zaimponować wykładowcy, przez co dostaje on pozwolenie na uczęszczanie na oferowane przez niego zajęcia z greki.
"Tajemna historia" to powieść, która koncentruje się na życiu młodych studentów w latach 90-tych. Śledzimy ich poczynania, a także jesteśmy świadkami tego, jak Richard zostaje zaakceptowany przez studentów wyższej klasy społecznej.

Nie ważne jak bardzo postaram się opisać "Tajemną historię" Donny Tartt, nie będę wstanie zrobić tego jak najlepiej. Prawda jest taka, że książka ta, moim zdaniem, jest niepotrzebnie długa. Już na pierwszej stronie dowiadujemy się, że doszło do morderstwa, około strony dwusetnej autorka opisuje owe zdarzenie, a cała reszta to opis tego, jak nasza grupa morderców pije, bierze narkotyki i imprezuje aby zadusić poczucie winy.
Bardzo nudziły mnie opisy niektórych wydarzeń, gdyż miałam wrażenie, że autorka momentami przeciąga je niepotrzebnie, tylko po to, żeby zapełnić strony. Jak już też wspomniałam na samym początku, opis fabuły z tyłu książki jest bardzo mylący. Otóż po pierwsze, wykładowca grupy nie miał żadnego wpływu na poczynania swoich podopiecznych. Ba, nie był on nawet świadom tego, czego się oni dopuścili. Zaskoczyło mnie to, jak bardzo nieistotną postacią był Julian Morrow.
Z tyłu książki jest napisane, że młodzieńcze eksperymenty doprowadziły do chęci zabicia człowieka, jednak to co doprowadziło do morderstwa nie ma nic wspólnego z żadnymi młodzieżowymi eksperymentami. Bohaterowie na co dzień zażywają alkohol i narkotyki, żeby móc się rozerwać i nie ma to najmniejszego związku, z jakimiś moralnymi bądź filozoficznymi poglądami.
I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jak na razie wymienione przeze mnie argumenty są raczej trywialne, nie zmienia to jednak faktu, że wpłynęły one na to, jak książka została przeze mnie odebrana.
Uważam też, że książka Donny Tartt jest....przeciętna. Autorka stara się zbudować napięcie wokół tajemnicy, która owija cały wątek książki tylko po to, żeby zdradzić go w połowie historii. Nie rozumiałam, co autorka chce tym osiągnąć. Mogę przymknąć oko na fakt, że poprzez destrukcyjne zachowanie głównych bohaterów chciała zademonstrować jak są oni psychicznie niestabilni i przerośnięci wagą dokonanego czynu. Niemniej jednak, jeżeli byli gotowi zabić, to czy myśleli, że po czymś takim będą mogli spokojnie żyć?
Nie uważam również aby rola Richarda odgrywała jakiekolwiek znaczenie. Na samym początku powieści Tartt zaznaczyła, że uczniowie Morrowa są kompletnie odizolowani od świata i nie mają żadnego kontaktu z innymi studentami. Niestety muszę się nie zgodzić z autorką. Nasz główny bohater cały czas był w kontakcie z innymi uczniami, przez co odniosłam wrażenie, że nie należał on w pełni do grupy. Dryfował on między dwoma obozami, ale tak naprawdę nie należał do żadnego. Ponieważ nie ważne jak bardzo autorka będzie się starała opisać przyjaźń tej szóstki, nie będzie ona dla mnie wystarczająco wiarygodna. Richard przez przypadek został zamieszany w sprawę morderstwa i także jego stanowisko, czy to wśród grupy, czy jako głównego bohatera uważam za przypadkowe. Nie związałam się z nim i myślę, że książka równie dobrze mogła by istnieć bez niego, ponieważ tak naprawdę jest on tylko pobocznym obserwatorem.

Okej, kończę już ten wywód, bo sama się zaplątałam we własnych myślach.
Podsumowując, "Tajemna historia" Donny Tartt rozczarowała mnie, lecz być może również oczekiwałam po tej książce zbyt wiele. Nie twierdzę jednak, że już nie sięgnę więcej po żadną z książek tej autorki. Być może inne pozycje spodobają mi się bardziej niż "Tajemna historia".

Czytaliście jakieś książki Donny Tartt? Jakie było wasze spotkanie z tą autorką?

środa, sierpnia 22, 2018

INTIMIDATING TBR, CZYLI WIELKIE KSIĄŻKI, KTÓRE BOJĘ SIĘ PRZECZYTAĆ

INTIMIDATING TBR, CZYLI WIELKIE KSIĄŻKI, KTÓRE BOJĘ SIĘ PRZECZYTAĆ

Każdy z nas tak ma, że posiada na swojej półce książki, które w jakiś sposób go przerażają, ale chce je przeczytać. Dzisiaj ja opowiem wam o książkach, które spędzają mi sen z oczu.

Powód, dla którego jeszcze nie zabrałam się za czytanie tych książek jest banalny i oczywisty. Te książki są wielkie. Przerażająco wielkie. A ja, niestety, nie mam tyle czasu, żeby móc poświęcić cały swój czas i energię, na przeczytaniu jednej takiej książki. Ponieważ wiem, że jeżeli zabiorę się za jedno z tych tomiszczy, nie ruszę w miesiącu już nic innego.

Być może uda mi się coś z tego podczytywać jak wrócę na uczelnię. Wtedy i tak nie  mam czasu na czytanie całych książek, więc nie będę miała do siebie wyrzutów sumienia, że w ciągu miesiąca udało mi się przeczytać tylko jedną książkę.

Jak na razie, na mojej onieśmielającej półce wstydu znajduje się "Wojna i pokój" Tołstoja. Jestem wielką fanką "Anny Kareniny" tego autora i jestem przekonana, że pokocham równie mocno i tę pozycję. Jednak jej wielkość sprawia, że udaję, że jej nie widzę. (Ironia, wiem).

Drugą taką pozycją jest "Wise man's fear" Patricka Rothfussa. Aktualnie czytam "The name of the wind" i jestem zakochana w tej powieści. Na szczęście, książka jest też o parę stron krótsza niż tom 2. "The wise man's fear ma niecałe 1000 stron. Tak, dobrze przeczytaliście. 1000.

No i ostatnią taką pozycją, która w pewien sposób mnie przeraża to "The final empire" Brandona Sandersona. Chociaż książki Sandersona to wielkie cegły, nie tylko ich wielkość mnie przeraża. Oprócz tego, że te książki są nieziemsko długie, onieśmiela mnie to ILE ich jest. Świat stworzony przez Brandona Sandersona jest tak wielki, że wierzyć się nie chce. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że chcę przeczytać wszystkie jego książki, bo wiem, że zakocham się w tych książkach.


Jak na razie, to wszystkie książki, których się boję dotknąć. Inne, które posiadam przestały mnie po prostu interesować, albo nie jestem w nastroju, żeby je czytać.

Dajcie znać, od której książki powinnam zacząć! Napiszcie też, jakie pozycje znajdują się na waszej onieśmielającej półce :)


wtorek, sierpnia 14, 2018

#4 "HISTORIA PSZCZÓŁ'' - MAJA LUNDE

#4 "HISTORIA PSZCZÓŁ'' - MAJA LUNDE

 ''Historia pszczół" autorstwa Mai Lunde opowiada przepiękną historię o rodzicach i ich relacjach z potomstwem. Jest to zarówno historia o pszczołach  i ich wpływie na rozwój życia całego społeczeństwa.

 Żadne z nas nigdy nie zastanawiało się, co by się stało, gdyby pewnego dnia zabrakłoby pszczół. Ba, ja sama nigdy dogłębnie się nad tym nie zastanawiałam, przyznam się bez bicia. Jednak po przeczytaniu "Historii pszczół" spojrzałam na tę całą sprawę, z trochę innej perspektywy. Poniekąd, jeżeli doprowadzimy do śmierci pszczół, umrzemy my sami. W końcu są one głównymi producentami naszej żywności.

Książka podzielona jest na trzy części. Czytamy o historii trzech generacji, każda z tych osób zmaga się z problemami rodzicielskimi i stara się przekazać swoją wiedzę i dziedzictwo na temat pszczół swoim jakże niezainteresowanym tym tematem potomkom. Każda z tych osób mieszka również na innym kontynencie.

Pierwsze wydarzenia rozgrywają się w Anglii w 1857 roku. Nasz bohater, William, to ojciec gromadki dzieci, mąż i właściciel sklepu z nasionami.  Jego marzeniem było zostanie naukowcem przyrodnikiem. Jednak wydarzenia losu sprawiły, że musiał on zrezygnować z kariery i podjąć się pracy, która pomogłaby mu wyżywić rodzinę. Zdesperowany nie widzi dalszego sensu w życiu i nie wie jak ma stanąć na nogi i dalej żyć.
Druga część książki rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku. Pszczelarz George prowadzi rodzinny biznes i ma nadzieję, że jego syn zrezygnuje ze studiów i podejmie się pracy przy ulach, by móc kontynuować tradycję rodzinną. Problemy rodzinne George'a nie są jednak jego jedynym zmartwieniem. Na południu kraju nagle zaczynają umierać pszczoły. Czy będzie on w stanie uchronić się przed dotarciem plagi na północne tereny Stanów?
Trzecie wydarzenia książki dotyczą kobiety imieniem Tao, która wraz z mężem i synkiem mieszka w Chinach w 2098 roku. Kobieta całymi dniami pracuje na polach i ręcznie zapyla drzewa, aby później mogły wyrosnąć na nich owoce. Pewnego dnia gdy Tao wraz z rodziną udaje się na piknik, jej syn odchodzi za daleko i zostaje znaleziony nieprzytomny. Zostaje on zabrany do szpitala i odizolowany od matki. Tao podejmuje się wszelkich starań aby móc odnaleźć syna.

"Historia pszczół" to bardzo ważna opowieść , która w ponadczasowy sposób przedstawia życie ludzi i ich związek z naturą. Od przeszłości po czasy współczesne i aż do przyszłości Lunde demonstruje, co może się wydarzyć jeżeli my ludzie nadal będziemy źle traktować otaczający nas świat. Jednak książka ta uczy nie tylko ostrożności. Pokazuje ona nam także, jak wiele moglibyśmy się nauczyć od pszczół, m. in. współpracy działającej dla dobra ogółu, a nie egoistycznej pracy dla własnego dobra.
"Historia pszczół" porusza tematy, na które rzadko kiedy autor zdecyduje się napisać. Temat z jednej strony tak trywialny i oczywisty, z drugiej strony jednak pokazuje przyszłość, której możemy już niedługo być świadkami.
Kolejnym ważnym punktem, który zostaje poruszony w książce,  jest związek rodzica z dzieckiem. Autorka pokazuje, że nawet na przestrzeni wieków niewiele się zmieniło. Rodzice zawsze będą wiedzieli, co dla ich dzieci jest najlepsze, a dzieci zawsze przeciwko tej przyszłości będą się buntować. Muszę przyznać, że bardzo irytowała mnie postawa George'a, który za wszelką cenę próbował odwieść syna od studiów, żeby namówić go do pracy przy ulach. Nie mogłam już momentami czytać, o tym jak jego syn marnuje ich pieniądze na edukacje, skoro powinien pracować razem z nim na polach...
Warsztat pisarki Mai Lunde jest bardzo przyjemny dla oka, książkę czyta się szybko a rozdziały są bardzo krótkie, co z mojej strony jest kolejnym plusem dla autorki, ponieważ nie lubię jak rozdziały są niepotrzebnie rozciągnięte na x stron.
Jest to książka zdecydowanie specyficzna na swój sposób, ale bardzo interesująca. Pozwala spojrzeć na pewne rzeczy z innego punktu widzenia i zmusza czytelnika do głębszych refleksji.

Osobiście nie mogę się doczekać, aż sięgnę po drugą powieść autorki w tej serii.


Copyright © 2016 Zagraniczna biblioteka , Blogger